Na rynku nie brakuje tanich i dobrych TWS-ów. Każdy z nich ma jednak ten sam problem – z biegiem czasu potrafią pojawić się zgrzyty, które nie występują u droższych, ale z kolei gorzej brzmiących konkurentów. JBL, jako doświadczony producent, oferuje multum modeli i serii słuchawek bezprzewodowych, a same Tune Beam 2 mają wielu braci – zarówno ze strony „Tune”, jak i „Beam”, więc to w zasadzie całe drzewo genealogiczne. Pozwala to żyć nadzieją, że produkt będzie pozbawiony chorób wieku dziecięcego i zaoferuje kompletny pakiet, w ludzkich pieniądzach.
Opakowanie i jego zawartość
Pakiet, w którym otrzymujemy Tune Beam 2, w pełni wystarcza do korzystania ze słuchawek. Etui ładujące, 3 komplety gumek i przewód USB-C stanowią spełniający oczekiwania, ale niepowalający zestaw, w którym brakuje mi przewodu USB-C do jacka, obecnego w Tour Pro 3. Powód braku tego przewodu jest raczej oczywisty – jest nim nieobecność funkcji analogowego połączenia słuchawek poprzez wejście USB w etui, ale zostałem już rozpieszczony przez JBL, więc – ostrzegam – będę narzekał.
Wykonanie i wygoda
Plastik, z którego wykonane są Tune Beam 2, to klasyk serii Tune – jest twardy i łatwo się rysuje, ale za to nie powinien ulec uszkodzeniu, które uniemożliwiłoby korzystanie ze słuchawek. Samo w sobie wykończenie etui i słuchawek jest poprawne, jednak zobaczymy tutaj ostrzejszą krawędź przy wieczku od case’a. Na minus zasługuje również umiejscowienie dyfuzorów od diod wskazujących poziom naładowania baterii, ponieważ ich wystawanie utrudnia otworzenie etui.


Wygoda testowanego dzisiaj modelu wzbudza pewne kontrowersje. W moich uszach leżą one praktycznie idealnie i ciężko byłoby mi się do czegoś przyczepić. Sprawa ma się nieco inaczej u mojego znajomego, według opisu którego tył shella wystaje za daleko i uciska małżowinę. Dyskomfort pojawia się po paru minutach, po czasie podrażniając miejsce ucisku. Według naszych ustaleń winowajcą jest nieco kwadratowy tył, który w TWS-ach innych producentów zazwyczaj bywa ścięty.

Brzmienie
Dobrze widzieć, że JBL przykłada się do tańszych modeli. Ogół brzmienia Tune Beam 2 prezentuje się całkiem przyzwoicie. Powyżej 200 Hz mamy do czynienia z liniowym spadkiem o około -0.8 dB/oct, nie uświadczymy tu specjalnych odchyłów, które powodowałyby znaczące zniekształcenie odbioru muzyki. Nawet okolice 6 kHz, które były problemem w Tour Pro 3, tutaj nie przejawiają większych problemów, a pojedyncze niedociągnięcia widoczne na pomiarze można raczej zrzucić na sprzęt pomiarowy.

Poniżej 200 Hz widać przekoloryzowane podbicie dołu pasma, jest ono jednak dobrze poprowadzone, przez co nie rzuca się tak w uszy, jak miało to miejsce przy pojedynczym peaku flagowca. Powiem więcej, podbicie to ma także swoje zalety, choć wynikają one z problemów w izolowaniu nas od otoczenia, ale o tym później.
JBL Tune Beam 2 są bardzo kompetentnie brzmiącymi słuchawkami, które pomimo swojej ceny prezentują się godnie nawet na tle konkurencji ze wschodu. Nie jest to brzmienie, które wywróci rynek do góry nogami, ale na pewno może posłużyć za punkt odniesienia dla osób szukających sensownie brzmiących słuchawek TWS – niezależnie od budżetu.
Aktywna redukcja szumów
Kolejny powód do odczuwania niedosytu w Tune Beam 2. ANC w tych słuchawkach jest ledwo zauważalne. Owszem, w tramwaju jest przyjemniej, kiedy jest ono włączone, jeśli jednak wyłączy się w trakcie jazdy, to może minąć chwilą, zanim to zauważycie. Przyciszenie otoczenia o raptem 10 dB nie jest czymś, czego oczekuje się po współczesnych słuchawkach TWS. Tutaj właśnie sprawę ratuje podbicie basu w odtwarzanym dźwięku, dzięki czemu nie znika on za odgłosami otoczenia. Oczywiście, im wyżej tym lepiej, ale też nie jest to coś wyróżniającego testowany sprzęt na tle konkurencji. Na plus zasługuje nieduża wrażliwość na podmuchy wiatru.

Bateria
Jak to bywa przy produktach firmy JBL, także Tune Beam 2 cechują się długim czasem działania na baterii. Przez okres dwóch tygodni nie udało mi się rozładować etui – słuchając średnio po 3 godziny dziennie (sumarycznie około 42 godziny), nie obniżyłem poziomu baterii do mniej niż 20%, co wskazuje na to, że 48 godzin podane przez producenta powinno być na spokojnie osiągalne. Jeżeli chodzi o pojedyncze naładowanie, to najdłużej słuchałem 5 godzin bez przerwy, kiedy wskaźnik naładowania pokazywał 60% z włączonym ANC.
Aplikacja i sterowanie
JBL Headphones, to stara, dobra i sprawdzona aplikacja. Miło zobaczyć, że w przypadku tańszego modelu zmiany znane z Tour Pro 3 również są obecne – mowa tu o zakładkach segregujących ustawienia. Ponownie możemy także zmienić tryby wygłuszenia otoczenia, które dostępne są pod panelem dotykowym na słuchawce.
Panel ten jest umieszczony na górze stema, przez co początkowo możecie naciskać go podczas wyciągania słuchawek z etui, jednak stosunkowo łatwo da się przyzwyczaić do wyjmowania ich w sposób niekolidujący ze sterowaniem.
JBL Tune Beam 2 – podsumowanie
Seria Tune jest kluczowym elementem katalogu firmy JBL, stąd też nie dziwię się, że Tune Beam 2 są do bólu wręcz poprawne. Nie są w niczym wybitne, jednak widać, że skupiono się tutaj na minimalizacji upierdliwości.
ANC jest słabe, ale za to nie ma znaczących artefaktów i nie ma kłopotów z wiatrem. Brzmienie jest dobre, z lekkim przekoloryzowaniem dołu, dzięki któremu zakrywane są niedoskonałości ANC. Etui to plastik, który nie wygra konkursów piękności, ale też nie rozpadnie się podczas eksploatacji. Bateria wytrzymuje więcej niż to potrzebne, a cena nie zwala z nóg (na moment pisania recenzji jest to 400 zł – znając serię Tune, niedługo można spodziewać się okolic 300 zł). Jedyną większą wadą, która aktywnie może przeszkadzać w korzystaniu z modelu, jest kwadratowa obudowa, która może naciskać na małżowinę.
Tune Beam 2 to efekt chłodnej kalkulacji, jednak trzeba przyznać, że jeśli od słuchawek oczekujecie działania, w miarę przyjemnego dźwięku oraz braku większych wad, to niespecjalnie mogę odradzić te słuchawki, a nawet zahaczyłbym o ich polecenie. Z drugiej strony, jeżeli słuchawki są dla Was jednym z kluczowych elementów życia codziennego i wymagacie możliwie najwyższego poziomu funkcjonalności w słuchawkach TWS, to pozostaje wyruszyć w poszukiwania i powiedzieć: „Do zobaczenia na szlaku!”.
Sprzęt został udostępniony do recenzji dzięki uprzejmości firmy JBL.

Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?