Z Nyxi nigdy specjalnie nie było mi po drodze. W mojej (skromnej) opinii nie oferowali oni przez długi czas ciekawych modeli. Faktem jest, że modele Warrior czy Wizzard, wzorowane na kontrolerze od GameCube, mogły przyciągnąć wąskie grono odbiorców – to jednak była na tyle niszowa oferta, że nie interesowałem się zbytnio tym producentem (ich model Chaos również nie budził mojego zainteresowania). Wypuszczenie modelu Maser P1 zmieniło jednak moje postrzeganie tej marki. Czy zasłużył on na uznanie? Przekonajmy się!
Opakowanie


Master P1 przychodzi do nas w średniej wielkości niebiesko-białym opakowaniu z obwolutą. Na froncie znajduje się nadruk przedstawiający kontroler, a z tyłu – dodatkowe informacje o jego specyfikacji. Wewnątrz opakowania znajdziemy sam kontroler, dokumentację oraz przewód USB-C, a w dolnej części opakowania znajduje się również odbiornik 2.4G.
Specyfikacja
- Layout: Xbox
- Kompatybilność: PC, Mobile, Nintendo Switch
- Łączność: Wired, 2.4G, BT
- Analogi: K-Silver JH16
- Triggery: Hall Effect z trigger lockiem
- Przełączniki główne: Membranowe (ABXY) i mecha-tactille (D-Pad)
- Przełączniki dodatkowe: 2 z tyłu, z blokadą
- Żyroskop: Obecny (Switch mode)
- Silniki wibracyjne: 2 Asymetryczne
- Bateria: 550mAh
- Polling rate: 500Hz Wired, 200Hz 2.4G, 100Hz BT
- Dostępne wersje kolorystyczne: Czarna
- Stacja dokująca: Brak
- Cena: 200zł
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta
Wstępne odczucia i obserwacje

O przewodzie USB-C mogę w końcu coś napisać – jest to dość długi kabel w czarnym, przyjemnym oplocie, który spełnia swoje zadanie bez zarzutu. Dongle 2.4G wydaje mi się znajomy. Właściwie widziałem go już wcześniej – leży u mnie w szufladzie od kilku miesięcy, razem z Thunderobot G50S. Jest to dość spory odbiornik (wręcz powiedziałbym, że komicznie wielki), wyposażony w diodę informującą o parowaniu oraz lekko wyprofilowane punkty, które najprawdopodobniej mają na celu ułatwienie jego wypięcia. Dla ciekawych – sprawdziłem i niestety, nie da się użyć odbiornika od Master P1 w G50S i odwrotnie.
Stali bywalcy moich recenzji mogą pamiętać, jak w przypadku BigBig Won Gale Hall zwracałem uwagę na przeciętną jakość plastiku, który udaje nieco feeling premium. Jeśli tak, to teraz cofam te słowa – Master P1 właśnie podniósł poprzeczkę, pokazując, jak słaby może być plastik w padzie. Jego jakość jest na tyle kiepska, że aż drażni dłonie. Jeśli wśród czytelników znajdują się użytkownicy myszki Attack Shark X6, to nawet jej plastik, w porównaniu do tego, co oferuje Nyxi, wydaje się być przykładem genialnego wykonania.


Ale jakie są jego plusy? Po pierwsze, dobrze spasowane elementy. Po drugie, ogumowane (choć może to bardzo miękki plastik) gripy, ale samo ogumowanie jest słabe, więc bardziej uznałbym to za minus. Co do komfortu trzymania, kontroler dobrze leży w dłoni, zarówno w klasycznym 6-finger, hybrydowym 4-finger i claw gripie. Na dolnej części znajduje się faktura poprawiająca chwyt, ale nie jest zbyt przyjemna. Jeśli chodzi o analogi, przypominają mi się słowa klasyka „znów z tym pasztetem”. K-Silvery JH16 omawiałem w prawie każdej recenzji, więc nie będę się nad nimi rozwodził. Gałki nie mają metalowego anti-friction ringa, ale POM ring poprawia płynność, choć czuć, że plastik nieco szoruje. Wysokość i same topy są poprawne, ale ogumowanie jest za twarde i śliskie.
Przełączniki główne w Master P1 to coś, na co liczyłem, i nie zawiodły mnie aż tak mocno. Mamy tu całkiem przyjemne i responsywne membrany, co pokazuje, że producent się przyłożył. D-Pad jest znośny, ale ma zbyt wysoki pre-travel i zbyt gąbczasty klik.

Triggery zasługują na pochwałę – to Hall Effecty z trigger lockiem, który działa całkiem przyjemnie, choć dystans między triggerem a przełącznikiem (w stanie wolnym) jest zbyt duży i nieco nieprzyjemny. Mechanizm chodzi też dość ciężko, wymaga lekkiego wysiłku, by go przełączyć. Bumpery mają niski, średnio twardy skok i są łatwe do naciśnięcia w każdym punkcie, ale ich klik jest bardzo wytłumiony, co zmniejsza satysfakcję z ich używania, można wręcz powiedzieć iż są one bardzo nijakie.


Na tyle, poza przełącznikiem trybu połączenia i przełącznikami trigger locka, znajdują się dwie tylne łopatki. Ich ułożenie i działanie nie budzą większych zastrzeżeń – mają przyjemny skok (choć można by to zrobić lepiej) i są dobrze umiejscowione pod środkowym palcem (przy innych gripach też nie jest źle). Doceniam funkcję blokady, która pozwala na grę bez konieczności usuwania bindów, gdy łopatki mogą przeszkadzać. To rozwiązanie zaczerpnięte od firmy Gamesir i działa bardzo dobrze. Na dole znajdują się dwa przyciski do regulacji głośności w systemie. Z przodu mamy też przełącznik do całkowitego wyciszenia – przyznam szczerze, że wspominam o nim tylko na prośbę producenta.
A jak w środku?
Powiem szczerze, rozbebeszanie Master P1 nie było łatwe. Dlaczego? Zaczynamy od tego, że na tyle znajdują się tylko dwie śrubki. Po ich wykręceniu shell wciąż mocno trzyma się na miejscu. Może coś pod naklejką? Też nic. Okazuje się, że cztery śrubki są ukryte pod ogumowanymi elementami, które trzymają się na bardzo upierdliwych zatrzaskach (musiałem się z nimi siłować dobre pół godziny)
Gdy już uda się wykręcić te śrubki, znów trzeba walczyć z zatrzaskami – tym razem od samej obudowy. Po ich pokonaniu warto uważać, by nie zgubić damperów od przełączników, ponieważ te nie trzymają się i sporo czasu spędziłem na ich szukaniu. Na tyle shella znajduje się też mała płytka z portem USB, łącząca się z główną płytą za pomocą pogo pinów.


Na tyle głównej płytki znajduje się malutka bateria, sensory triggerów oraz tylne przełączniki. Na froncie z kolei znajdziemy pozostałe elementy. Ogólna jakość PCB nie jest zła, ale widziałem lepsze – mogłaby być nieco lepiej wyczyszczona.
Testy syntetyczne
Przeprowadzając testy syntetyczne, Master P1 niemal doprowadził mnie do załamania nerwowego. Ale zacznijmy od początku. Jedynym poprawnym wynikiem jest input latency przełączników w Xinput i Dinput (pomijając Bluetooth), gdzie mamy około 9 ms przewodowo. To nie jest nic nadzwyczajnego, ale też nie tragicznego. 2.4G oferuje około 13 ms. Im dalej w testach, tym gorzej – zaczynając od BT, które ma już 25 ms. Wciąż używalne, ale już wyczuwalne.

Spójrzmy teraz na analogi. Przewodowo mamy 15 ms w Dinput i 25 ms w Xinput, co nadal jest do przeżycia, jeśli nie jesteśmy graczami kompetetywnymi. Jednak bezprzewodowo sytuacja wygląda gorzej – w trybie Xinput osiągamy aż 50 ms. Dinput nie udało mi się zmierzyć, bo ten tryb nie współpracuje z testem opóźnień analogów. Już teraz jest źle, ale co powiecie na to, że input latency analogów po BT był tak wysoki, że dosłownie wyłączyłem program, bo pad był tak wolny i miał tak duży jittering, że po 15 minutach testu nie udało mi się osiągnąć nawet 60%? Pomiar wskazał średnio 90-100 ms.

Kalibracja analogóww Master P1 jest bardzo przeciętna. Zewnętrzna martwa strefa jest zdecydowanie za wysoka – choć symetryczna, nie ratuje to sytuacji. Dodatkowo wewnętrzna martwa strefa działa dziwnie – w teorii powinna, ale w praktyce działa, jak jej się podoba. Plusem jest przyjemna rozdzielczość i liniowość analogów, a osiowa martwa strefa na szczęście nie istnieje.
Czas pracy na baterii również nie jest zbyt imponujący – wynosi około 7-8 godzin z włączonym RGB, a z wyłączonym około 10 godzin. Ładowanie trwa zaś około godziny.
Podsumowanie Nyxi Master P1
Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że Master P1 będzie przynajmniej interesującym kontrolerem. Dlaczego? Ponieważ na rynku brakuje padów opartych na membranowych przełącznikach, a wiem, że są fani takich rozwiązań. Oczywiście mamy opcje takie jak Direwolf 3, nadchodzący Gamesir Supernova, a także ze sporą dozą pewności PowerA OPS V1, ale żaden z nich nie jest tak kompletny pod względem hardware’u.
Master P1, choć słabo wykonany, obiektywnie rzecz biorąc, nie wypada tragicznie, nie najgorzej układa się w dłoniach, a wszelkie przełączniki są wręcz wzorowo zrobione. Niestety, zupełnie nie spełnia oczekiwań. Opóźnienia, które są odczuwalne, oraz plastik, który wręcz drażni dłonie, sprawiają, że nie mogę polecić tego pada. Dodatkowo, problemy z firmwarem i słaba kalibracja tylko pogarszają sytuację. Jeśli ktoś szuka kontrolera w tym budżecie, zdecydowanie lepiej skierować wzrok na Gamesir Cyclone 2 czy Flydigi Vader 4 Pro.
Recenzja jest możliwa dzięki uprzejmości firmy Nyxi.
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?