Nothing Ear (stick) - obrazek wyróżniający

Test Nothing Ear (stick) – Bezkonkurencyjne douszne TWS?

Damian Gola
4
Ocena końcowa

Pomimo iż Nothing jest całkiem nową marką, jej właściciel — Carl Pei — potrafił nieraz zaskoczyć. W produktach, które ujrzały światło dzienne, widać przede wszystkim nawiązania do wyrobów obecnego lidera rynku — Apple.

Obok Nothing Phone (1), który do złudzenia przypomina najnowsze flagowe modele iPhone, stoją niedawno recenzowane słuchawki – Nothing Ear (1) ANC. Oprócz dobrze wyważonego brzmienia, przyjemnie działającego ANC (jeśli faktycznie działa) czy długiego czasu pracy na baterii mają one swój nietuzinkowy przeźroczysty design. Producent po raz kolejny postawił wszystko na jedną kartę.

Jak dobrze wiemy, ciężko jest zakupić dobre słuchawki douszne z uwagi na brak zainteresowania tym segmentem. Generacja 3 AirPods oprócz tego, że cenowo nie współpracuje z większością konsumentów, to nie jest ona kompatybilna z Androidem. Co postanowił zrobić Carl Pei? Tańszą alternatywę, która jest kompatybilna nie tylko z iOS, ale przede wszystkim z Androidem. Czy Nothing Ear (stick) mają czym zaskoczyć?

Informacja

Produkt do testów wypożyczył mi sklep , za co serdecznie dziękuję. Oczywiście mogę w tym miejscu napisać, że nie zmienia to mojej opinii na temat produktu, jednak to w Twojej kwestii, drogi czytelniku, leży, jak ową informację odbierzesz.

Opakowanie i zawartość

Nothing Ear (stick) - front oraz bok opakowania
Pudełko już na wstępie informuje, jak będzie wyglądać produkt.

Słuchawki przychodzą do nas w pudełku, które przypomina bardziej opakowanie tuszu do rzęs bądź pomadki aniżeli faktycznie produktu elektronicznego. Prostopadłościan podobnie jak pudełko Ear (1) przedstawia wygląd produktu. W tym wypadku grafika przedstawia etui wraz z kawałkiem prawej słuchawki. Oprócz niej na opakowaniu znajdują się informacje o produkcie oraz o pełnej nazwie produktu.

Otwiera się je równie nietypowo, na górnej, jak i dolnej części widnieją dwa identyfikatory, oznaczające umiejscowienie kartonowych plomb. Z jednej strony znajduje się etui wraz ze słuchawkami, z drugiej zaś, instrukcja obsługi, karta gwarancyjna oraz przewód do ładowania. Wszystkie te elementy znajdują się w kartonowym pudełeczku.

Nothing Ear (stick) - tył oraz bok opakowania
Duża ilość informacji oraz dodatkowa instrukcja w naszym rodzimym języku.

Jakość wykonania

Z uwagi na przeźroczysty plastik można od razu przewidzieć, co się stanie z produktem w okresie intensywnego użytkowania. Plastik stanie się bardziej matowy, a rysy na etui będą widoczne nie tylko pod światło. Jest to oczywiście tylko przypuszczenie. Wykorzystany materiał wygląda 1:1 jak ten znajdujący się w etui Nothing Ear (1). Wszelkie ubrudzenia będą więc łatwo widoczne. To, co rzuca się w oczy, to plastik, który służy za miejsce spoczynku wkładek (korpus). Ten jest wysokiej jakości i posiada przyjemną teksturę, co jest miłą odmianą. Tutaj nie możemy mówić o jego uszkodzeniu, jednak z uwagi na biały kolor widoczne będą zabrudzenia. Pchełki z uwagi na zastosowanie nie powinny się rysować, co nie zmienia faktu, że bym na nie uważał.

Nothing Ear (stick) - zawartość
Trzeba przyznać, że producent pomysłowo schował zawartość.

Wygoda

Opisanie wygody Nothing Ear (stick) musiało się tu znaleźć. W czym tkwi różnica względem pierwowzoru? Ear (stick) względem Ear (1) nie posiadają tulejki, która odpowiadałaby za trzymanie się słuchawki w kanale. Poza tym zmieniła się długość stemu. Oprócz umiejscowienia takiego samego systemu gestów, jak w AirPods Pro oraz AirPods Gen.3, znaleźć możemy nieco większą baterię.

Na plus zasługują sprawnie działające pary magnesów, które trzymają w ryzach pudełko oraz słuchawki w środku. Dzięki nim nie ma możliwości przypadkowego przekręcenia pudełka (czynność ta wykonywana jedną ręką jest mało praktyczna, trzeba gimnastykować dłoń) czy wypadnięcia wkładek (chyba że klepniemy pudełko od góry).

W kwestii samej baterii wypowiem się później, jednak warto zwrócić uwagę na gesty. Wiele osób mówi, że Apple najlepiej podchodzi do tego tematu. Zamiast dotykowego panelu, aby wykonać jakąkolwiek czynność, musimy uścisnąć wyznaczone dla gestów miejsce. Jest to o tyle dobre, że nawet w rękawiczkach jesteśmy w stanie bez problemu korzystać z gestów. Te możemy edytować z poziomu aplikacji (o tym nieco niżej).

Nothing Ear (stick) - zamknięte
W tym wypadku jest to moja pierwsza użyteczna pomadka.

Brak tulejki oraz tipsów, które zamykają szczelinę między słuchawką a kanałem słuchowym, skutkuje przede wszystkim brakiem jakiejkolwiek izolacji. Dzięki temu słuchawki nie potrzebują transparentnego trybu kosztem przebijającego się dźwięku podczas słuchania muzyki.

Mimo braku nawet lekkiego wgłębienia, które sygnalizowałoby miejsce wydobywania się dźwięku, te dobrze leżą w uchu, nie krępują ruchów. Stem nie ociera się o skórę, co jest ważne, by zachować odpowiedni komfort. Zastrzeżenia mam jednak odnośnie do stabilności takiego rozwiązania, często bowiem poprawiałem słuchawki za sprawą uczucia, jakby wkładki miały nagle wypaść. Również problemem może być przyleganie słuchawek, w moim wypadku lewa słuchawka nieco bardziej odstawała od kanału słuchowego względem prawej, przez co przepuszczała więcej dźwięków otoczenia.

Aplikacja

Wbrew pozorom aplikacja nie zmieniła się od poprzedniej większej aktualizacji z okazji premiery omawianego produktu. Z głównych zmian, widzimy Ear (stick) zamiast Ear (1), nie mamy zaś funkcji Noise Control. Reszta nie uległa dużej zmianie – nawet equalizer korzysta z tych samych prezentacji profili.

Nothing Ear (stick) - Software, panel główny
Nothing Ear (stick) - Software, panel korektora
Nothing Ear (stick) - Software, panel zmiany gestów

Bateria

Omawiane Nothing Ear (stick) trzeba pochwalić za baterię. Oprócz tego, że etui ładuje się szybko, to wkładki mogą ponownie działać przez dosyć długi czas po jedynie 10 minutach ładowania. Producent deklaruje łącznie do 29 godzin słuchania muzyki oraz do 7 h na jednym ładowaniu. Co do jednego oraz drugiego czasu pracy nie mam żadnych zarzutów. Słuchając na poziomie +/- 70 dB byłem bliski osiągnięcia tego pułapu. Patrząc na to, że producent przyłożył się do rozmów telefonicznych i w tym wypadku najprawdopodobniej usprawnił obecne mikrofony (o nich niżej), to również 3 godziny rozmawiania byłem w stanie wyciągnąć.

Nothing Ear (stick) - otwarte
Przez kształt etui oraz wcięcie w korpusie jesteśmy zmuszeni wyjmować wkładki równolegle.

Mikrofon

Każda rozmowa prowadzona przy użyciu Ear (stick) była, można by rzec, wysokiej jakości. Żaden z rozmówców nie miał problemu z usłyszeniem wypowiedzianych przeze mnie słów. O zakłóceniach nie ma absolutnie mowy, w trakcie trwania testów nie zdarzyło mi się owych napotkać. Według informacji mi dostarczonych szumy czy tłum ludzi w miejscu publicznym nie sprawiał żadnych kłopotów – nie byłem zagłuszany przez otoczenie. Widać, że technologia Clear Voice została usprawniona względem poprzedniego modelu, co bez dwóch zdań jest zaletą.

Brzmienie

Możemy zamknąć ten temat w jednym zdaniu – basu tutaj brak. Mija się to z celem, prawda? Producent, tak jak w poprzednim przypadku, udostępnia nam kilka predefiniowanych ustawień oraz możliwość bardzo ubogiej własnej korekty. Jak zatem słuchawki spisują się względem poprzednika?

Balanced

W tym wypadku słuchawki są zwyczajnie w świecie jasne. Szczególnie niższy bas jest tutaj kompletnie niewidoczny, reszta gra sobie po cichu w tle i nie wybija się. Głównie średnica oraz treble grają tutaj pierwsze skrzypce. Te drugie czasami mogą być kłujące w uszy, jednak w ogólnym rozrachunku są dobrze dostrojone. Słuchając metalu, szczególnie można polubić te słuchawki. To samo wypada powiedzieć o średnicy, chociaż w tym wypadku męski, jak i żeński wokal są donośne. Męski co prawda potrafi czasami grać cicho, jednak ogólnie obydwa wyróżniają się spośród reszty i nie przyćmiewają przy tym obecnego instrumentalu. Ilość detali jest wręcz znakomita.

More Bass

Tutaj bas ma nieco większe znaczenie. Pojawia się delikatny zalążek niższego basu, jednak dalej nie jest to poziom Ear (1) (wybaczcie słuchawki douszne, u was to normalne). Wysoki bas oraz niska średnica znacząco usprawniają swoją widoczność. Rapowe kawałki oraz phonk szczególnie mogą tutaj pokazać swoją przewagę. Wysoka średnica wraz z treblami grają nieco ciszej, są zrzucone na dalszy plan, lecz dalej są widoczne i przyjemnie grają. Wokale męski oraz żeński są delikatnie ściszone, szczególnie ten drugi może okazać się nieco mniej detalicznym i mało syczącym. W ogólnym rozrachunku według mnie ten profil wypada najlepiej z uwagi na bardziej zbalansowane brzmienie.

More Treble

Poprzedni tryb dodawał nieco niższych tonów, to ten powinien wzmocnić wyższe, prawda? Otóż nie, w tym wypadku nie zmienia się strojenie trebli. Zmianie ulega bas oraz średnica, które „wyglądają” na bardziej wycofane, co sprawia, że słuchawki są o wiele jaśniejsze niż w standardowym trybie. Czy jest sens takiego zabiegu? Nothingowi zapewne prościej było ingerować w niższą część pasma niż w wyższą. W tym wypadku żeński wokal jest bardziej syczący i wyróżnia się na tle reszty. Męski wokal sprawia teraz wrażenie pustego, bardzo jasnego brzmienia, tło zaś gra ciszej. Detale w dalszym ciągu są na wysokim poziomie.

Vocal

Niższy bas praktycznie znika całkowicie, a wyższy jest mocno stłumiony. Męski wokal brzmi naprawdę jasno i brakuje mu „pary”. Żeński wokal brzmi równie jasno, jak w powyższym trybie i tym wypadku nie zaszły żadne szczególne zmiany, treble zaś zjechały na dalszy tor. Pokrętna logika, jednak tryb działa na swój sposób, w końcu najbardziej widoczne mają być właśnie wokale, które w tym wypadku faktycznie grają pierwsze skrzypce.

Nothing Ear (stick) u boku AirPods Pro Generacji 2
Oprócz gestów, Nothing „ściągnął” od Apple wcięcie, gdzie owymi operujemy.

Scena w tych słuchawkach jest na takim samym poziomie, jak u większości konkurencji – nie jest ani za szeroka, ani za wąska. Podbicie wysokiej średnicy oraz sama specyfika produktu skutecznie sprawiają wrażenie jej neutralności. W wypadku słuchawek dousznych/dokanałowych strojenie ma bardziej kluczową wartość dla sceny, aniżeli ich osadzenie.

W ogólnym rozrachunku słuchawki wypadają dobrze. Predefiniowane profile działają na swój pokrętny sposób. Widać, że przetworniki wykonane z poliestru oraz polimeru swoje zastosowanie spełniają. Detali nie brakuje, separacja jest na dobrym poziomie. Pomimo iż sub-bas ucieka z uwagi na konstrukcję, to reszta rekompensuje tę stratę.

Frequency Response Graph autorstwa rtings.

Podsumowanie Nothing Ear (stick)

Nothing Ear (stick) to przede wszystkim „produkt, o który nie każdy prosił, ale wielu potrzebowało” – słuchawki douszne, które wiele czerpią od starszego brata i starają się szukać usprawnień tam, gdzie poprzednik „zawiódł”. Oczywiście nie obywa się to bez kompromisów. Oferują lepszy czas pracy na baterii czy usprawnione mikrofony, jednak dzieje się to kosztem braku ANC oraz otwartej konstrukcji, która ma wpływ na odbiór produktu w kwestii muzyki.

Możemy się zastanawiać, co w przypadku producenta zadecydowało o stworzeniu owego produktu. Chęć zaciętego konkurowania z Apple? Stworzenie konkurencji dla innych słuchawek dousznych? Nie ma to większego znaczenia, a omawiany produkt oferuje naprawdę wiele w swojej cenie względem innych, których nie jest za wiele.

Nie możecie nosić słuchawek dokanałowych, a nie jesteście przekonani do nausznych? Oczekujecie wysokiej jakości dźwięku? Nothing Ear (stick) sprawdzą się idealnie!

Rekomendacja EnvyTech
Dziękujemy sklepowi x-kom, który wypożyczył słuchawki do testów.
Ocena końcowa
4
Jakość wykonania 4.0
Komfort użytkowania 4.5
Aplikacja 4.0
Brzmienie 3.5
Udostępnij ten artykuł
przez Damian Gola
Czołem, jestem Damian, szerzej znany jako Hinis. Interesuję się elektroniką, głównie peryferiami komputerowymi. Najczęściej zdarza mi się testować produkty z kategorii "Audio", bo to na nich znam się najlepiej. Czas wolny spędzam na słuchaniu muzyki (głównie katuję ciężkie gatunki) oraz ogrywam tytuły RPG.
Napisz komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *