Nothing Ear 2024 (1)

Recenzja Nothing Ear 2024 – Do perfekcji brakuje tak niewiele…

Damian Gola
Nothing Ear 2024 (5)
4.3
Ocena końcowa

Nothing Ear nikomu nie trzeba przedstawiać. Były współzałożyciel marki OnePlus, Carl Pei, postanowił przyjść na rynek z czymś zupełnie nowym. Pierwszą odsłonę mieliśmy okazję sprawdzić już w sierpniu 2021 roku. Słuchawki przeszły całą masę usprawnień na przestrzeni miesięcy, podobnie jak zespół, który odpowiada za audio w firmie Nothing.

Nie tak dawno gościliśmy Nothing Ear (2), a firma już wypuściła nowe modele – mowa o droższych Nothing Ear oraz tańszych Ear (a). Carl Pei poinformował, że porzucają dodawanie numeru generacji w nazwie. Dzisiejsza recenzja dotyczy flagowego modelu, który został wyceniony na 679 złotych. Czy Nothing Ear będą godnymi następcami Ear (2) i ponownie zawitają w listach polecanych? Czas się przekonać!

Specyfikacja

Typdokanałowe
PrzetwornikPremium 11 mm Ceramic Driver tuned by Nothing
Redukcja hałasu45 dB Smart Active Noise Cancellation (5000 Hz Frequency Range), Transparency mode, Adaptive ANC
Mikrofonypo 3 na słuchawkę
ŁącznośćBluetooth® 5.3
Wspierane kodekiAAC, SBC, LDAC, LHDC 5.0
Bateria46 mAh słuchawki, 500 mAh etui,
do 8,5 h (5,2 z ANC)
do 40 h etui (do 24 z ANC)
do 5 h rozmów (4 z ANC)
do 23 h rozmów z Etui (18 z ANC)
Innecert. wodoszczelności IP55 (etui) i IP54 (słuchawki), Clear Voice Technology, pinch controls, in-ear detection, Google Fast Pair, Microsoft Swift Pair, Dual Connection, Low Lag Mode, 2,5 W Wireless Charging
Gwarancja2 lata
Cena679 zł
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta oraz serwisu x-kom.

Opakowanie i zawartość

Nothing Ear 2024 przychodzą do nas w zwyczajnym kartonowym opakowaniu. Producent zastosował plombę, dzięki której odczuwamy efekt „otwierania czegoś niezwykłego”, jednocześnie rozpieczętowując pudełko na amen. Nothing, oprócz instrukcji obsługi, umieścił w zestawie przewód do ładowania, obustronnie zakończony USB-C wraz z zestawem wymiennych silikonowych nakładek w rozmiarach S oraz L.

Jakość wykonania

Nothing Ear, tak samo jak poprzednie generacje, zostały wykonane z przeźroczystego plastiku oraz matowego tworzywa w kolorze adekwatnym do posiadanej przez nas wersji kolorystycznej. Niestety, matowego plastiku jest mało, użyto go tylko w środku i na spodzie etui. Wieczko jest dodatkowo zabezpieczone przeźroczystą folią, mającą zwiększyć żywotność plastiku. Z biegiem czasu materiał może zacząć zbierać rysy czy odpryski. Użyty przeźroczysty plastik jest wysokiej jakości, lecz z wiadomych przyczyn lepiej nie rzucać etui na prawo i lewo.

Wygoda i ergonomia

Ciężko przyczepić się do trybu gestów, od lat korzystam ze słuchawek True Wireless i z doświadczenia wiem, że haptyczne sterowanie poprzez uszczypnięcia ogonka wypada najlepiej. Nie jesteśmy zmuszani do wciskania słuchawek w ucho ani narażeni na przypadkowe dotknięcia i nieodpowiedni dobór gestu – wszystko jest tip-top.

Jedynie kolejkowanie gestów wymaga nieco poprawy i powinno zostać usprawnione (nie jesteśmy w stanie wykonać dwóch gestów w tym samym momencie, musimy poczekać, aż skończy się pierwszy). Apple wychodzi tu na prowadzenie, włączając system haptyczny ze sterowaniem dotykowym, które odpowiada za zmianę głośności.

Kształt Nothing Ear pozostaje ten sam od lat. Nie bez powodu Carl Pei pozostał przy jednej konstrukcji, w końcu, po co zmieniać coś, co jest fantastyczne? Wszystkie informacje na temat komfortu użytkowania zostały opisane w recenzji poprzedniego modelu – Nothing Ear (2).

Bateria

Nothing Ear to nie tylko usprawnienia w kwestiach ANC czy dźwięku. Oprócz lepszej optymalizacji baterii, Nothing zdołało upchać dodatkowe 13 mAh dla słuchawek oraz 15 mAh dla etui, co przełożyło się na podniesienie czasu działania produktu o kolejno 2,2 i 4 godziny. 8,5 godziny pracy wraz z etui, które trzyma dodatkowe 40 godzin, to bardzo dobry wynik. Wszystko to rzecz jasna bez użycia ANC, zaś gdy moduł ten będzie włączony, wyniki wyniosą kolejno 5,2 oraz 24 godziny.

W przypadku ANC mogło być lepiej, lecz bez problemu wystarczy nam na ponad tydzień korzystania ze słuchawek, jeśli nie będziemy ich używali non stop. Niestety, mowa tutaj tylko o połączeniu na kodeku SBC/AAC, więc wynik ten obniży się, gdy przełączymy się na LHDC 5.0 lub LDAC.

Mikrofon

Producent pozostawił nam do dyspozycji 3 pary mikrofonów na słuchawkę, które odpowiadają za różne funkcje. Skupmy się na tych mikrofonach do rozmów, akurat w tej kwestii Clear Voice Technology nie zawodziło w poprzednich modelach i nie zawodzi tym razem. Zresztą nie ma tutaj co dużo mówić, zostawiam was z krótkim samplem testowym.

Głośność w systemie ustawiona na 100%. Surowy zapis pliku – nie został edytowany w żadnym programie pokroju Audacity.

Tryb kontaktu

Transparency to kolejna rzecz, którą producent postanowił w wersji Nothing Ear 2024 usprawnić. W końcu doczekaliśmy się czystego dźwięku, którego brakowało w poprzednich generacjach, a nasz głos brzmi naturalniej. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że niewiele brakuje do trybu kontaktu znanego z AirPodsów Pro. Niewiele, czyli czego? Wydaje mi się, że głośność przekazywanych dźwięków, mimo że z komunikacją czy odsłuchem otoczenia nie ma problemów, w dalszym ciągu zasługuje na delikatną, ale to naprawdę delikatną poprawę. Poza tym żadnych wad nie jestem w stanie wykazać, albowiem po prostu ich nie ma.

Redukcja hałasu

Nothing Ear 2024 to też usprawniony tryb Noise Cancellation. Poprzednia generacja miała mocne braki, oferując co prawda szerszy zakres tłumienia, jednak niemającego większego wpływu na moc redukcji hałasu. W Ear 2024 zostało to bardziej dopracowane, producent teraz może grać jak równy z równym z konkurencją. ANC sprawdziło się w takich miejscach, jak chociażby komunikacja miejska, zatłoczone w godzinach szczytu miasto czy samochód. Nie miałem problemów, podczas słuchania muzyki, by odciąć się od świata zewnętrznego, mało które dźwięki się przebijały, także redukcję hałasu w tym modelu możemy uznać za dobrą (niestety, pomimo wielu prób zarejestrowania mocy tłumienia Ear 2024, nie udało się ich zmierzyć, słuchawki odmówiły współpracy).

Brzmienie

Miałem odpuścić sobie recenzję nowych słuchawek Nothing, lecz zaniepokoiła mnie jedna rzecz. Wiele osób zaczęło powoływać się na opinię prowadzącego kanał Kuba Klawiter – ciężko było mi uwierzyć, że Nothing byłby zdolny do stworzenia gorzej brzmiących słuchawek niż te z poprzedniej generacji, ale, tak jak podejrzewałem, prawda jest zupełnie inna.

Brzmienie Nothing Ear 2024 zostało dopieszczone względem poprzedniego modelu. Problematyczne jest pierwsze parowanie słuchawek, gdyż na nasze nieszczęście producent domyślnie włącza na maksymalnym poziomie wszystkie „dodatki”. Gdy wyłączymy pewne funkcje w aplikacji, słuchawki przy domyślnym brzmieniu zaoferują szerszą niż poprzednik scenę i będą wówczas bardziej wyważone, co przełoży się m.in. na mniejsze „kłucie” w zakresie treble.

Nothing w przypadku nowych modeli słuchawek poszedł w zupełnie innym kierunku, co okazało się wprost fenomenalną decyzją. Domyślnie Ear 2024 cechuje mniejsza ilość basu niż model z 2022 roku, ponadto użytkownikom dano możliwość doboru odpowiednich jego ilości, dodając tryb „Bass Enhance”. Odpowiada on za podbicie częstotliwości od 20 do 200 Hz. Czas zakończyć te dywagacje i przejść do wisienki na torcie.

Nothing Ear 2024 frequency response
Frequency Response Graph, measured by Hinis

Najnowsza generacja została dość mocno usprawniona na polu brzmienia. Średnica jest dużo lepiej wyważona, co nie będzie powodowało dziwnych zniekształceń w brzmieniu czy złośliwego efektu tłumienia. Delikatne cofnięcie napotkamy przy perkusjach i talerzach, przez 2.5-3 tysiące Hz, jednak nie jest to na tyle drastyczne. Jest to wada, ale nie jest ona ogromna. Poza tym Treble również są dostrojone z należytą starannością.

Scena to kolejny aspekt, który producent poprawił. Oprócz detali, których tutaj nie brakuje, dostajemy szeroką jak na IEM-y scenę, co przekłada się na bardzo dobrą separację i doznania przy odsłuchu. Bas, z uwagi na dodanie opcji „Bass Enhance” domyślnie został wycofany. Czy to dobra zagrywka? Pewnie, że tak. Patrząc na takie Moondrop Space Travel, które kosztują 119 złotych, producent dostosował brzmienie słuchawek na poziomie neutralnym, z podkręconym basem oraz czysto „monitorowym” brzmieniem. Nothing w Ear 2024 dał nam neutralnie poprowadzony bas, który dedykowaną opcją możemy podbić.

Nothing Ear 2024 Bass Enhance
Porównanie trybu „Bass Enhance”, measured by Hinis

Oczywiście „nie ma róży bez kolców”. Nothing zapomniał delikatnie podbić niższy bas, koniec wysokiego basu i początku niskiej średnicy, co prowadzi do lekkiego zaniku głębi oraz emocji w słuchanych utworach (dla przykładu: Hanz Zimmer – Time, Two Steps From Hell – Victory). Niemniej jednak te kolce nie są tak szkodliwe, jak brzmienie oferowane przez „firmy audiofilskie”. Nothing zrobił tutaj kawał dobrej roboty i nie jeden producent ma teraz problem.

Podsumowanie Nothing Ear 2024

Fantastycznie brzmiące słuchawki, dobre mikrofony do rozmów, szeroka gama wspieranych kodeków, usprawniony tryb transparentny oraz ANC, które w końcu nie są marketingowym bełkotem. To wszystko opisuje najnowszy model Nothing Ear, które z godnością mogą zastąpić starszego brata na listach polecanych słuchawek TWS. Szczerze powiedziawszy, myślałem, że będę zawiedziony tymi słuchawkami i producent wypuści bardziej wadliwy produkt, tak jak miało to miejsce w przypadku poprzednich generacji, lecz tak się nie stało.

Przyjemnie testowało mi się zarówno ten model, jak i jego tańszy odpowiednik. Według mnie, AirPods Pro Gen. 2 w końcu mają solidną konkurencję na rynku, a omawiane słuchawki Nothing są tańszą alternatywą dla osób, które nie chcą płacić prawie tysiąca złotych za słuchawki, zaś patrząc na osoby korzystające z Androida, jest to obecnie najlepszy dostępny do wyboru model. „Good Game”, Nothing.

Rekomendacja EnvyTech
Sprzętu do recenzji wypożyczył sklep x-kom, za co serdecznie dziękujemy.
Nothing Ear 2024 (5)
Ocena końcowa
4.3
Jakość wykonania 4
Komfort użytkowania 4.5
Aplikacja 4.5
Kontrola hałasu 4
Brzmienie 4.5
Udostępnij ten artykuł
przez Damian Gola
Czołem, jestem Damian, szerzej znany jako Hinis. Interesuję się elektroniką, głównie peryferiami komputerowymi. Najczęściej zdarza mi się testować produkty z kategorii "Audio", bo to na nich znam się najlepiej. Czas wolny spędzam na słuchaniu muzyki (głównie katuję ciężkie gatunki) oraz ogrywam tytuły RPG.
Napisz komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *