Nothing Ear (2), Obrazek wyróżniający

Test Nothing Ear (2) – W pogoni za konkurencją

Damian Gola
Nothing Ear (2), Obrazek wyróżniający
4
Ocena końcowa

Nieco ponad pół roku temu miałem przyjemność recenzować Nothing Ear (1). Carl Pei posiadając zaledwie kilkunastu inżynierów przy pomocy Teenage Engineering wprowadził na rynek słuchawki, które wg społeczności były odpowiedzią na AirPods Pro generacji pierwszej (co po części miało przełożenie w praktyce, chociażby z uwagi na kształt słuchawki). Tak jak Apple wypuściło w ubiegłym roku następcę APP, tak Carl Pei nie spoczął na laurach i w marcu obecnego roku zaprezentował model Ear (2). Czy producent usprawnił produkt, a przede wszystkim, czy jest on dobrą konkurencją dla droższych dwukrotnie AirPods Pro Gen.2? Zapraszam do zapoznania się z materiałem!

Specyfikacja

⦁ Produkt: słuchawki True Wireless,
⦁ Typ: dokanałowe,
⦁ Przetwornik: 11.6 mm Dynamic Driver, Grafen + PU (poliuretan) tuned by Nothing,
⦁ Redukcja hałasu: ANC (Active Noise Cancellation), Transparency (tryb transparentny),
⦁ Mikrofon: 3 na słuchawkę,
⦁ Łączność: Bluetooth® 5.3,
⦁ Wspierane kodeki: SBC, AAC, LHDC,
⦁ Bateria: do 6.3 godzin wkładki, do 36 godzin z etui,
⦁ Waga: 4.5 g (jedna słuchawka), 51.9 g (etui),
⦁ Inne: aktywna redukcja szumów (ANC), tryb transparentny (Transparency), cert. wodoszczelności IP54 (słuchawki / IP55 (etui), In-ear detection, Google Fast Pair, Microsoft Swift Pair, Dual Connection, Clear Voice Technology, Low Latency.
⦁ Gwarancja: Rok gwarancji producenta, Dwa lata rękojmi (sklep)
⦁ Cena: MSRP – 699 zł, obecnie dostępne promocje – 579 zł.

Opakowanie i zawartość

Carl Pei postanowił nieznacznie zmieniać opakowania znanego z poprzedniego modelu. Kształt pudełka oraz zamysł kolorystyczny jest taki sam. Obecnie słuchawki są dostępne tylko w białym kolorze, a co za tym idzie — pudełko również jest w jasnej kolorystyce. Tak jak w wypadku Ear (1) – cały zewnętrzny karton to wielki błyszczący render lewej słuchawki. Jedynie tył opakowania zawiera podstawowe informacje o produkcie. Usprawnieniu uległa natomiast plomba, która otwiera się w poziomie i oplata całe opakowanie dookoła.

Nothing Ear (2), Front
Nothing Ear (2), Tył

Po zerwaniu plomby i podniesieniu górnej części opakowania naszym oczom ukazuje się czarny karton. Z frontu wita nas papierologia znajdująca się w cienkiej kartonowej otoczce, która dodatkowo skrywa kod QR. Po jego zeskanowaniu przenosi nas do Sklepu Play/App Store w celu instalacji oprogramowania Nothing X. Pod otoczką znajduje się czarna forma z kartonu skrywająca w sobie słuchawki, które są zabezpieczone ala kartonową plombą. Pod formą nie zabrakło miejsca na małe kartonowe pudełeczka skrywające kolejno kabel USB-C oraz wymienne wkładki w rozmiarach S, oraz L (M są zamontowane domyślnie).

Jakość wykonania

Przeźroczyste peryferia mają w sobie jedną wadę — rysy. Producent zaprezentował w materiałach marketingowych sposób montażu takich słuchawek — to proces czasochłonny, gdzie szczególną uwagę zwraca się na kurz. Ten jest na tyle kłopotliwy, że producent musi część produktów odsyłać na ponowny montaż. Niestety mimo to słuchawki mogą przyjść z bardzo delikatnymi ryskami (w egzemplarzu testowym taki defekt wystąpił, takie informacje również uzyskałem od zaprzyjaźnionego serwera Discord). Samo etui dzięki temu, że jest bardziej kanciate (nie posiada tak zaoblonych rogów) lepiej znosi noszenie w kieszeni. Dodatkowo wycięty nadmiar plastiku od spodu będzie bardziej temu sprzyjał.

Magnesy znajdujące się w etui są bardzo mocne. Wieczko samoczynnie się nie otworzy, a słuchawki nie wypadną ze swojego miejsca. W przypadku poprzedniego modelu wnętrze było błyszczącym plastikiem, który od spodu posiadał dodatkową kolorystyczną przestrzeń, gdzie znajdowała się cała elektronika. Nothing Ear (2) posiada główny korpus w całości wykonany z matowego plastiku w kolorze — takie usprawnienie oprócz zwiększenia żywotności prezentuje się zdecydowanie lepiej.

Nothing Ear (2), Zawartość
Nothing Ear (2), Zawartość, cz2

Słuchawki nie zmieniły się praktycznie wcale, to dalej ten sam przeźroczysto-biały błyszczący plastik, co w poprzednim modelu. Jedynie umiejscowienie jednego z mikrofonów oraz gesty zostały usprawnione. Usprawnieniu również uległ certyfikat wodoszczelności, który z IPX4 przerodził się w IP54 oraz IP55 (słuchawki oraz etui). Tipsy są wykonane z matowego materiału – w poprzednim modelu obracały się wokół tulejki, tutaj natomiast zdają się siedzieć w miejscu, co jest zdecydowanie warte odnotowania — nie musimy ich poprawiać co każde założenie słuchawek.

Komfort użytkowania

Kształt Nothing Ear (2) to jeden do jednego konstrukcja znana z Ear (1), dlatego wygoda płynąca z noszenia jest identyczna, jak w wypadku poprzedniego modelu — są lekkie, posiadają zaoblony korpus. Stem jest nieco bardziej wysunięty z uwagi na przeźroczystą konstrukcję, co nie koliguje z ew. zarostem, a przy tym nie podrażnia skóry.

Nothing Ear (2), Zawartość - wypakowana

Zmianie uległ natomiast system gestów. Wielu producentów obecnie stara się wymieniać przestarzałe panele dotykowe czy przyciski fizyczne na rzecz systemu haptycznego. W Nothing Ear (2) producent również poszedł w tę stronę, co nie powinno nikogo zdziwić. Jedno uszczypnięcie odpowiada za pauzę muzyki bądź odbiera połączenie (służy to także do zakończenia połączenia). Dwa uszczypnięcia przechodzą do następnego utworu, zaś trzy oferują powrót do poprzedniego. Jednorazowe przytrzymanie uszczypnięcia zmienia tryb redukcji hałasu, a podwójne uszczypnięcie (w przypadku przytrzymania drugiego z nich) równoznaczne jest ze zmianą głośności. Oczywiście producent oferuje zmianę ustawień dla gestów.

Aplikacja

Nothing Ear (2) Aplikacja, Panel główny
Nothing Ear (2) Aplikacja, Ustawienia kontroli hałasu
Nothing Ear (2) Aplikacja, Ustawienia

To znany z Nothing Ear (1) oraz Nothing Ear (stick) program Nothing X. Różnice w jego obrębie są marginalne i związane z pojawieniem się nowego produktu. Zmianie uległ panel frontowy, który prezentuje posiadany przez nas model kolorystyczny. Producent obok tego dodał obsługę dostosowania dźwięku wg naszego słuchu — tzw. SoundID (o samej funkcji przypomnę w kwestii opisu brzmienia słuchawek), oraz obsługę adaptacyjnej redukcji hałasu z personalizacją (Personalised ANC).

Nothing Ear (2) Aplikacja, SoundID
Nothing Ear (2) Aplikacja, Update Firmware

Bateria

Bateria Nothing Ear (2) względem poprzednika poprawie uległa również praca urządzenia. Etui oprócz szybkiego ładowania zapewnionego przez USB-C czy opcję bezprzewodową w standardzie QI pozwala na pracę urządzenia do maksymalnie 36 godzin. Same wkładki wydłużyły swój czas pracy do 6,3 h. Oprócz maksymalnego czasu pracy producent informuje o całej masie innych opcji używania urządzenia — tutaj załączę oficjalne informacje ze strony procenta.

Opis czasu pracy na baterii Nothing Ear (2) znajdujący się na stronie producenta.

Mikrofon

Nothing wziął sobie do serca feedback odnośnie ułożenia mikrofonów w Ear (1), dlatego oprócz usprawnionego działania wszystkich trzech par postanowił nieco zmienić ich położenie, co, jak się okazuje, ma wpływ nie tylko na redukcję hałasu. Clear Voice Technology już w modelu Ear (stick) oferowało bardzo przyjemne rozmowy, a sam mikrofon nie zostawiał na pierwszym planie otoczenia, tak jak w modelu Ear (1). Nothing Ear (2) radzą sobie jeszcze lepiej na tym polu, szczególnie w kwestii redukcji otoczenia, co nie oznacza, że zostanie ono w 100% usunięte. Komunikacja miejska, jezdnia czy szum wiatru dalej będą słyszane przez odbiorcę, jednak nie będą to elementy przeszkadzające podczas rozmów — zasługuje to na pochwałę.

Transparency

Tryb ambient w Nothing Ear (2) również doczekał się lekkich zmian, chociaż bezpośrednio porównując ten tryb do tego znanego z AirPods Pro 2 można było oczekiwać nieco więcej. Brakuje tu przede wszystkim większej czystości dźwięku. Podczas rozmowy z kolegami ze studiów, panią ekspedientką czy słuchaniu otoczenia, ma się wrażenie, jakby mikrofony działały na lekko przytłumione. Nasz głos brzmi nienaturalnie, a osoby stojące obok są co prawda słyszalne, lecz jest to również słyszane przez lekką mgłę.

Nothing Ear (2), Etui

Redukcja hałasu

W Nothing Ear (2) producent bez dwóch zdań nadrobił zaległości, ale konkurencja również nie śpi. Ear (1) oferowały redukcję hałasu z nastawieniem na niskie częstotliwości. Same w sobie również odcinały zdecydowanie bardziej piskliwe/szumiące dźwięki (wysokie częstotliwości), natomiast niesmak pozostawiała średnica. Ear (2) skupia się bardziej na niej i to tutaj głównie Ne2 pokazują większe pole do popisu, ale kosztem wycinania górnego pasma (oraz nieco dolnego).

Jeżdżąc komunikacją miejską i słuchając muzyki przy głośności ok. 70~80 dB nie było problemu z wycinaniem otoczenia. Również w domowym zaciszu bądź na spacerze słuchawki dobrze niwelują czy to rozmowy przechodniów, czy latające nieopodal ptaki. Apple dalej realizuje algorytmy redukcji hałasu lepiej, lecz tutaj również nie jest źle.

Nothing Ear (2), Etui otwarte

Dodatkiem do ANC jest funkcja personalizacji, która pozwala zaaplikować profil do panującego hałasu w otoczeniu. W moim wypadku sprawdza się najlepiej wraz z ustawieniem tłumienia na profil „high”. Obok niego producent oferuje dwa mniejsze poziomy głośności – „medium” oraz „low”, a wisienką na torcie jest tryb „Adaptive”. Ten ostatni tryb zdaje się być czymś pomiędzy najmocniejszym profilem a tym pośrednim. W moim wypadku radziło sobie to w całym rozrachunku gorzej niż sam tryb „high”.

Brzmienie

Ostatnim tematem wartym poruszenia jest rzecz jasna to co w słuchawkach najważniejsze — czyli brzmienie. Inżynierowie Nothing postanowili sami zająć się strojeniem swojego produktu (uprzednio był to zespół Teenage Engineering). Główną różnicą jest tak jak w wypadku redukcji hałasu średnica.

Frequency Response Graph autorstwa: Crinacle

Ale wróćmy do opisu brzmienia. Nothing Ear (2) to słuchawki, które w tym wypadku celują w neutralne brzmienie. Poprzednia generacja oferowała bardzo ciepłe i basowe brzmienie, więc wszelkie hip-hopowe, rapowe kawałki były główną kartą przetargową. Muzyka elektroniczna stawiająca na większą ilość dołu/phonk również tutaj otwierały skrzydła. Tutaj nie jest inaczej, bas jest bardzo przyjemny, nie jest stłumiony, ani sam nie zostawia reszty dźwięków daleko z tyłu. Niestety nie obeszło się bez zgrzytów, gdyż sub-bas został lekko wycofany, przez co bas nie schodzi tak nisko jak poprzednik. Nie czuć tej głębi.

Średnica natomiast dostała znaczące usprawnienia. Słuchawki nie brzmią na tak zamulone jak poprzednik. Górna partia średnicy została podbita w optymalnym stopniu, przez co staje się neutralna i przyjemniejsza w odbiorze. Żeński wokal nie jest tak wycofany względem reszty, uwidaczniają się instrumenty. Ucierpiała nieco na tym scena, chociaż ta dalej jest szeroka w dobrym stopniu. Niesmak pozostawia dziwne wycofanie w centrum częstotliwości.

Frequency Response Graph przed aktualizacją.

Możliwe, że jest to związane z aktualizacją brzmienia. Nothing poinformował na swoich mediach społecznościowych oraz na YouTube, że cały czas pracują nad tym, aby poprawić brzmienie swoich słuchawek (czego owocem jest właśnie owa aktualizacja).

Bas oraz średnica za nami, zostaje zatem opis trebli. Na tym polu również jest w miarę neutralnie. Nie ma już takich peaków, które sprawiały, że słuchawki są bardzo krzykliwe. Wszelkie instrumenty: gitary, talerze itd. podczas ciężkich utworów, czy to metalu, czy innych gatunków, brzmią bardzo dobrze. Linkin Park, Nirvana, Aerosmith nie męczą tak uszu jak poprzednik, przede wszystkim nie kłują, co wpływa pozytywnie na odbiór dźwięku. Bardziej elektroniczne kawałki stawiające na jednocześnie dużą ilość basu oraz trebli również brzmią wyśmienicie.

Odnośnie sceny czy detali nie trzeba się długo zastanawiać. Dzięki obsłudze LHDC utwory ze streamingów pokroju Qobuz czy Deezer są pełniejsze, chociaż słuchawki same w sobie są bardzo detaliczne. Scena to natomiast ten element, który ucierpiał przez podbicie początku eargain-u. Czuć, że jest nieco wąska i problematyczna, co obok konstrukcji podyktowane jest strojeniem. SoundID zdaje się nieco poprawiać ten efekt.

Personal Sound Profile

Nothing zaimplementował personalizację dźwięku, tzw. SoundID. Producent udostępnia nam test, deklaruje wykonywanie go w totalnej ciszy. Mamy za zadanie ustalić „optymalny” dla nas poziom hałasu, a następnie poprzez przytrzymanie wyznaczonego pola zarejestrować moment, w którym słyszymy (przytrzymanie pola), oraz w którym przestajemy słyszeć (puszczenie pola) symboliczne „pykanie”. Test jest podzielony na lewą oraz prawą słuchawkę.

W moim wypadku zostały znacząco podbite górne częstotliwości. Sprawia to, że dźwięk brzmi bardziej klarownie (nawet czasami aż za bardzo) oraz dodaje ogólnej finezji do brzmienia, nie wpływając negatywnie na resztę. Zdecydowanie lepszą opcją byłoby zwyczajne udostępnienie graficznego korektora, ale cóż — działa to nadzwyczaj poprawnie. Najważniejszym aspektem jest poprawienie sceny, nie jest ona jakoś drastycznie lepsza, ale w dalszym ciągu jest ona usprawniona, co dobrze winduje słuchawki względem konkurencji.

Pomimo LHDC jednak wypadało sprawdzić również jak urządzenie sprawdza się przy urządzeniach z iOS’em. Dlatego też Apple Music wraz z Dolby Atmos musiał zagościć w teście. Utwory, posiadające ten dopisek to nic innego jak odpowiednio masterowane utwory, w których przestrzeń jest realizowana z poziomu samego utworu, a nie słuchawek. W wypadku Apple AirPods Pro 2 brzmiało to nawet znakomicie. Utwory były pełne głębi, co w połączeniu z funkcją Spatial sprawiało faktyczne wrażenie odsłuchu utworu na koncercie.

Niestety, w wypadku Nothing Ear (2) część utworów brzmiała przez to nijako i dziwnie. Przestrzeń była przesunięta w nieodpowiedni sposób, dodając nieco mułowatości do utworów, albo kompletnie przestrzeń znikała i dźwięk był pusty, co zostawia jeden wniosek — jest to funkcja dedykowana tylko dla użytkowników App2.

Harman lubi prześladować

Wróćmy wstecz, gdzie pomiary dla B&K 5128 nie były powszechne (chociaż dalej nie są), a głównym urządzeniem pomiarowym były symulatory kanału słuchowego o normie IEC 60318-4 (aka IEC 711, m.in. na nich są wykonywane pomiary kolegi z redakcji, Filipa Kniewskiego), który jest zgodny z badaniami nad krzywą Harmana.

Frequency Response Graph wykonany przy użyciu sumulatora kanału słuchowego o normie IEC711 (zgodny z badaniami nad
Harman Targetem)

Słuchawki po wyjęciu z pudełka i aktualizacją brzmią… no właśnie. Wyżej wspomniałem, iż słuchawki brzmią nieco dziwnie, szczególnie scena nie wypada tak, jak powinna. Całą resztę dopełnia dziwna mułowatość dźwięku. Podbicie średnicy, brzmi znajomo?

Technicznie Ne2 w bezpośrednim porównaniu z App2 nieco odstają, szczególnie z uwagi na scenę. Apple oferuje nieco więcej niższego basu, co skutkuje jego większą pełnią. Męski wokal jest nieco bardziej podbity przez początkowe podbicie w średnicy, zaś cała reszta jest… na korzyść Pods’ów tylko nieznaczna. Kwestia zamyka się w scenie, gdzie Nothing są bardziej ściśnięte.

Frequency Response Graph – Apple AirPods Pro Gen.2 vs Nothing Ear (2) (IEC711)

Podsumowanie Nothing Ear (2)

Nothing Ear (2) to bardzo dobra udana aktualizacja poprzedniej generacji. Dźwięk, ANC oraz jakość rozmów mocno została usprawniona, co sprawia, że słuchawki stały się bardziej wszechstronne i przyjemniejsze w odbiorze. Takie dodatki jak poprawa gestów czy usprawnienie baterii to tylko niewielkie zmiany, które mogą, ale nie muszą, być kartą przetargową znaczącą w zakupie.

Gdyby ktoś zapytał mnie o tańszy odpowiednik dla AirPods Pro 2 to nie omieszkałbym Nothing Ear (2) owymi nazwać, chociaż przez ich brzmienie zdecydowana większość może się skusić na App2 (szersza scena, nieco więcej basu. Ne2 zdają się nadrabiać po SoundID, gdyż są bardziej jasne, klarowne i detaliczne). Nothing w dniu premiery zażyczył sobie od konsumentów za ten produkt cenę znaną z aktualizacji Ear (1), czyli 699 zł.

Nie jest to mała cena, patrząc na to, że za niewiele więcej już są takie EndGame produkty jak AKG N400NC czy Buds2 Pro, jednak mają mniej wspólnych cech, które obrazowałyby je jako bezpośrednią konkurencję dla AirPods. Rzecz jasna jesteśmy kilka miesięcy po premierze, więc coraz bliżej będziemy mogli zauważyć te słuchawki poniżej 600 zł — co pozostawia pewną dozę niepewności — chociaż bez wątpienia są to przyjemne w odbiorze słuchawki.

Rekomendacja EnvyTech
Dziękujemy serdecznie sklepowi x-kom, który wypożyczył sprzęt do testów.
Nothing Ear (2), Obrazek wyróżniający
Ocena końcowa
4
Jakość wykonania 4.0
Komfort użytkowania 4.5
Aplikacja 4.0
Aktywna redukcja szumów (ANC) 3.5
Brzmienie 4.0
Udostępnij ten artykuł
przez Damian Gola
Czołem, jestem Damian, szerzej znany jako Hinis. Interesuję się elektroniką, głównie peryferiami komputerowymi. Najczęściej zdarza mi się testować produkty z kategorii "Audio", bo to na nich znam się najlepiej. Czas wolny spędzam na słuchaniu muzyki (głównie katuję ciężkie gatunki) oraz ogrywam tytuły RPG.
3 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *