Zen Hybrid miniatura

Creative ZEN Hybrid | Test i recenzja

Filip Kniewski
2.9
Ocena końcowa

Firma Creative swoje miejsce w sercach fanów budżetowego audio zajęła lata temu dzięki modelowi Aurvana Live! oraz legendarnej już serii kart Sound Blaster. Niedawno postanowiła ona spróbować swoich sił na rynku słuchawek bezprzewodowych, celując w segment produktów wyposażonych w aktywną redukcję szumów. Są to jedne z najtańszych słuchawek z tą technologią, bowiem cena za nie wynosi jedyne 270 złotych. Stare przysłowie powiada jednak: „Tanio i dobrze tylko na autostradzie”. Czy i tym razem pradawne teksty mają odzwierciedlenie w rzeczywistości, a może Creative pokazał klasę?

Informacja

Creative ZEN Hybrid dostałem na testy w ramach barteru od samego producenta, za co bardzo dziękuję.

UWAGA: Zaraz po napisaniu recenzji słuchawkom zdarzyło się dwukrotnie zaciąć na przestrzeni pięciu minut. Objawiło się to chwilową przerwą w odtwarzaniu muzyki i elektronicznym trzaskiem, a zakończyło powrotem do normalnego odtwarzania muzyki. Nie występowało to wcześniej oraz póki co się nie powtórzyło. Nie jestem w stanie odtworzyć tego problemu, jak również nie jestem pewien jego przyczyny. Przez całą resztę czasu Creative ZEN Hybrid zachowywały się wzorowo, jednak recenzencka przyzwoitość nakazuje mi wspomnieć o tym kłopocie. Jeżeli sytuacja będzie się powtarzać, dostosuję tę adnotację oraz zmienię ocenę produktu.

Creative ZEN Hybrid – Opakowanie i zawartość

Słuchawki przychodzą do nas w malutkim kartonie, którego rozmiar na początku mnie zaniepokoił. Na szczęście produkt jest standardowych rozmiarów, czyli porównywalnych do wielkości Sony WH-1000XM4 czy Razer Opus. W pudełku znajdziemy woreczek, który jest wykonany w stu procentach poprawnie, jednak przez meszek na zewnątrz bardzo łatwo się brudzi, oraz dwa kable. Jeden z nich to Jack TRS, a co za tym idzie – nie obsługuje mikrofonu, drugi zaś to USB-A do USB-C.

Zen Hybrid dodatki
Zawartość pudełka Creative ZEN Hybrid

Creative ZEN Hybrid – Wykonanie i wygoda

Do testów dostałem wersję biało-złotą i muszę przyznać, iż zgadzam się z opinią osób twierdzących, że są one bardzo estetyczne. Moim skromnym zdaniem byłyby jednak jeszcze bardziej atrakcyjne dla oka, gdyby gąbki zostały pokryte białą skórą. Niestety, a może i na szczęście, tak się nie stało, a zastosowany jasnoszary kolor bardzo dobrze znosi użytkowanie.

Pady są przyzwoite, jednak brakuje im nieco wypełnienia, przez co moja wystająca małżowina w pełni wykorzystywała potencjał umieszczonej w środku pianki, która skutecznie oddziela nasze ucho od plastiku. Wypełnienie pałąka wymaga jednego, może dwóch dni użytkowania, by stać się miękkim i przyjemnym dla czubka głowy. Sprzęt leży stabilnie na głowie – ścisk jest wystarczający, by słuchawki trzymały się stabilnie w zgiełku życia codziennego, jednak na tyle mały, że nie powoduje dyskomfortu.

Słuchawki wykonane są z dobrej jakości matowego plastiku, który nie działa jak magnes na ryski i odciski palców. Element, na którym znajduje się logo producenta, cechuje się lekką chropowatością i jest chyba najlepszym materiałem (poza metalem), jakiego można byłoby użyć do budowy sprzętu narażonego na sytuacje z życia codziennego. Poważnie zastanawiam się, dlaczego całe słuchawki nie są z niego wykonane. Jest bardzo estetyczny, ładnie kryjący mikro-rysy (przejechanie nożem raczej będzie widoczne) oraz dający wrażenie obcowania z nieco droższym sprzętem. Klasa.

Zen Hybrid muszle
Faktura plastiku użyta na muszlach ZEN Hybrid jest wynikiem dobrze przemyślanej decyzji.

Niestety spasowanie elementów pozostawia trochę do życzenia. Fragmenty pałąka, z których wychodzi prowadnica, są przesunięte nieco do środka i to z obu stron, co sugeruje problem z projektem. Dodatkowo na widelcach oraz zaraz przy ich mocowaniach na muszlach widać drobne „zadziory” plastiku. Chciałbym dodać, że słuchawki dostałem zafoliowane, więc wszystko wskazuje na winę kontroli jakości.

Sumarycznie sprzęt wykonany jest porządnie, ale brakuje mu dopieszczenia w wykończeniu, aby mógł walczyć ramię w ramię z droższą konkurencją.

Creative ZEN Hybrid – Brzmienie

Tutaj pojawia się mały zgrzyt. Na szczęście przymiotnik w poprzednim zdaniu nie jest ani przypadkowy, ani użyty sarkastycznie. Po tak tanich słuchawkach z dobrym ANC (więcej o tym w następnej sekcji) spodziewałem się dużo gorszego brzmienia. Jest to standardowa V-ka, przy czym muszę dodać, że bardzo ładnie poprowadzona i zachowująca szacunek dla odtwarzanej muzyki, dając dojść do słowa realizatorom nagrań. Słuchawki nie posiadają dramatycznych wad pokroju, przykładowo, rezonansu w 5 738 Hz wybijającego się o 12,4 dB ponad inne częstotliwości. Żaden wąski zakres częstotliwości nie góruje nad resztą, chociaż „panowie inżynierowie” mogli sobie pozwolić na low-shelf zamiast tych dwóch jakże subtelnych peak filtrów w dolnej części pasma, kiedy mamy włączone ANC – może czepialstwo, ale jednak odbiór basu sporo by na tym zyskał. Dobrą cechą jest bez dwóch zdań ear-gain, który mając swój szczyt w okolicach 2700 – 3000 Hz daje w miarę sensowne pozycjonowanie instrumentów.

Należy wspomnieć, że słuchawki brzmią inaczej zależnie od typu połączenia oraz trybu ANC. Z włączonym ANC grają V-ką, która absolutnie niczym się nie wyróżnia. Koloryzuje znacząco dźwięk, trzymając się jednocześnie w granicach odchyłów, które są poprawne technicznie. Bas nie wylewa się na średnicę, choć przez dołek w 55 Hz brakuje mu trochę mocy. Samo w sobie podbicie jest zrozumiałe, patrząc na zastosowanie, gdzie dół mógłby zanikać w odgłosach autobusów i tramwajów. Góra jest zbyt jasna i dodatkowo odciąża dźwięk, ale nie kłuje. Środek jest wycofany, jak to taki profil ma w zwyczaju, ale dzięki poprawnemu poprowadzeniu reszty pasma jest także łatwo słyszalny. Muzyka brzmi spójnie i pozwala rozpoznać, czego w zasadzie słuchamy. W żadnym wypadku nie są to słuchawki referencyjne, ale gdybym nie miał ośmiu innych par słuchawek, które są wybierane przeze mnie i pode mnie, to byłbym w stanie korzystać z Zen Hybrid jako mojego codziennego źródła muzycznej dopaminy.

Zen Hybrid ANC on
Wykres słuchawek Creative ZEN Hybrid z włączonym ANC

Sytuacja wygląda trochę gorzej w przypadku korzystania ze słuchawek przy wyłączonym ANC. Co prawda częstotliwości powyżej 1000 Hz praktycznie zrównują się z Diffuse-Field, ale dolne pasmo zaczyna wdzierać się w środek częstotliwości, zniekształcając wokal. Jedynym zyskiem wynikającym z takiego rozwiązania jest przyjemniejsze brzmienie gitary akustycznej. To w prawdzie odosobniona znacząca wada brzmienia słuchawek z wyłączonym ANC, ale mimo wszystko na tyle słyszalna, że zabija we mnie przyjemność ze słuchania muzyki w tym trybie.

Zen Hybrid ANC off
Wykres słuchawek Creative ZEN Hybrid z wyłączonym ANC

Podłączanie słuchawek w trybie pasywnym przy użyciu kabla Jack powinno być traktowane jako ostateczność. Prawdę mówiąc, bas jest najlepszy właśnie w tym trybie, ale całkowity brak ear-gaina pokazuje, że są to słuchawki zaprojektowane jako bezprzewodowe, a ich domyślnym brzmieniem ma być to, które uzyskują po włączeniu DSP.

Zen Hybrid passive
Wykres słuchawek Creative ZEN Hybrid w trybie pasywnym

Ciężko mi się przyczepić do brzmienia tych słuchawek przy połączeniu bezprzewodowym. Oczywiście nie jest ono wybitne, ale nie ma też znaczących wad. Są to słuchawki, które pozwolą na przyjemny odsłuch muzyki w drodze do pracy lub szkoły. Nie będą to Razer Opus 2020, które grają diabelsko neutralnie, ale po pierwsze – kosztowały dwa razy mniej niż model producenta spod znaku splecionych węży, a po drugie – no właśnie, „kosztowały”, ponieważ aktualna wersja tych słuchawek to tylko cień świetności niedostępnej już edycji z 2020 roku.

Creative ZEN Hybrid – ANC, aplikacja oraz inne funkcje

Kluczowym punktem sprzedażowym ZEN Hybrid jest redukcja szumów. Producent chwali się nią na lewo i prawo, i dobrze, bo faktycznie jest czym. Przy pierwszej przejażdżce tramwajem miałem wrażenie, że nic nie daje – dalej słyszałem stukot kół, rozmowy pasażerów i szum wiatru. Postanowiłem wyłączyć ANC i natychmiastowo doceniłem możliwości ZEN Hybrid. Znikąd pojawiły się ogłuszające (nawet w słuchawkach) huk i dudnienie. System wygaszania fal radzi sobie wybitnie z niskimi częstotliwościami, ale ma ewidentny problem z całą resztą pasma. Dodatkową zaletą jest brak problemów przy intensywnym wietrze. Okres testów wypadł akurat na okres silnych ruchów powietrza, przy których trzeba było chodzić pod kątem, aby się nie przewrócić. Co więc zrobił Filipek? Dokładnie tak, wyszedł na dwór podczas wichury w celu dokonania testów (BHP przede wszystkim, moi mili). W słuchawkach przebijały się tylko lekkie podmuchy. Osiągnięcie podobnego efektu w Opus 2020 jest niemożliwe, podczas gdy w przypadku Momentum 4 wymaga on niemalże wyłączenia ANC na rzecz funkcji redukcji wiatru.

Z drugiej strony, tryb transparentny to festiwal różowego szumu, generowanego przez układy wzmacniające dźwięk z mikrofonów, nawet gdy otoczenie jest stosunkowo ciche (30 dBA).

Bateria w słuchawkach bez problemu wytrzymuje 25 godzin z włączonym ANC, przy czym nigdy nie rozładowałem ich do zera, więc 27 godzin podane przez producenta brzmi racjonalnie.

Dużym minusem tych słuchawek jest aplikacja, a w zasadzie jej brak. SXFI App to jedynie gloryfikowany odtwarzacz muzyki, na którym dodatkowo trzeba założyć konto. Obecny w nim equalizer jest graficzny, więc daje dużą dowolność przy dostosowaniu dźwięku słuchawek, jednak działa tylko w obrębie aplikacji i nie zapisuje się w pamięci ZEN Hybrid, co czyni go bezużytecznym. Brakuje też dodatkowych ustawień, takich jak czas bezczynności, po którym słuchawki same się wyłączą.

Na pochwałę zasługuje zaś obsługa sprzętu. Wszystko dzieje się przy użyciu przycisków na muszlach słuchawek. Jedyne, do czego muszę się tutaj przyczepić, to dioda ukryta w przycisku od ANC, która dumnie informuje wszystkich dookoła, że ich nie słyszymy. Cały panel sterowania znajduje się po prawej stronie. Podłużny przycisk odpowiada za zamianę głośności, a włącznik dorabia w wolnych chwilach jako wznów/pauza oraz aktywator asystenta głosowego. Przełączanie trybów aktywnej redukcji szumów odbywa się w akompaniamencie komunikatów głosowych, które mogłyby być nieco cichsze.

Creative ZEN Hybrid – Podsumowanie

Muszę przyznać, że pisanie pozytywnie o nie swoim sprzęcie po raz pierwszy od sierpnia zeszłego roku, to przyjemne doświadczenie. Creative ZEN Hybrid nie są słuchawkami bez wad. Gdyby kosztowały 600 złotych lub nie miały ANC, miałbym poważny problem z poleceniem tych słuchawek komukolwiek. Jednak biorąc pod uwagę, że mówimy o samym dole przedziału cenowego, w którym w ogóle występują wokółuszne słuchawki bezprzewodowe, a omówione przeze mnie mają dodatkowo bardzo dobrą redukcję szumów oraz cechują się względną wygodą, zaczynam patrzeć na recenzowany sprzęt dużo bardziej przychylnym okiem. Poza trybem transparentnym jedyną wadą jest dźwięk (nie jest jednoznacznie zły, ale dobry też nie jest), który producent mógłby naprawić poprzez wypuszczenie aplikacji pozwalającej na zmianę profilu brzmienia, w sposób zapisujący go na słuchawkach. Creative ZEN Hybrid mają na tyle dobry stosunek jakości do ceny, że jestem w stanie je polecić. Może i JBL Tune 710bt cechują się znacznie lepszym dźwiękiem, ale jakość ANC obecnego w recenzowanym modelu pozwala na uzasadnienie zakupu w celu słuchania muzyki w ruchu.

Rekomendacja EnvyTech
Ocena końcowa
2.9
Jakość wykonania 3.5 na 5
Komfort użytkowania 4 na 5
Aplikacja 1 na 5
Aktywna redukcja szumów (ANC) 3.5 na 5
Brzmienie 2.5 na 5
Udostępnij ten artykuł
Jestem Filip, audio interesuję się od 3 lat, a od roku w wolnych chwilach krzyczę na ludzi, którzy lubią bas w słuchawkach. Znaczy na nieznajomych od roku, znajomi męczą się dłużej.
2 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *