Jak pewnie zauważyła spora część czytelników moich padowych recenzji, testy kontrolerów o symetrycznym układzie to u mnie rzadkość. Dokładniej mówiąc, po ponad 15 recenzjach asymetrycznych padów dopiero teraz sięgam po coś dla fanów symetrycznych kontrolerów. Nie chcę, aby zabrzmiało to tak, jakbym miał jakąś irracjonalną niechęć do tego układu – osobiście lubię każdy layout (no, może poza Wii U, choć wiem, że i on ma swoich zwolenników). Powód, dla którego do tej pory niemal pomijałem temat symetrycznych kontrolerów, tkwi w tym, jak funkcjonuje ten rynek.
Do niedawna jedynymi alternatywami dla kontrolerów Sony, czyli DualShocka 4 v2 i DualSense, były modele oparte właśnie na tych dwóch konstrukcjach. A ponieważ realna konkurencja praktycznie nie istniała (no, może poza DualSense Edge), ceny mogły być windowane w nieskończoność. Doszło do sytuacji, w której podstawowy kontroler, nie dorównujący nawet niektórym budżetowym asymetrykom, potrafił kosztować znacznie powyżej czterocyfrowej kwoty.
Oczywiście nie chcę umniejszać wartości mod kitów, ale pokazuje to, w jak komfortowej pozycji znalazł się GameSir, wypuszczając model znany dziś jako Tarantula Pro, a wcześniej funkcjonujący pod nazwami Nine-Tailed Fox lub po prostu T3 Pro. Czy producentowi udało się podbić ten rynek? Po tym nieco przydługim wstępie zapraszam do recenzji.
Opakowanie


Tarantula Pro trafia do nas w sporym, białym opakowaniu. Na froncie widnieje grafika przedstawiająca kontroler z dockiem (lub bez, w zależności od wersji), a z tyłu znajdziemy bardziej szczegółowy opis specyfikacji. Wewnątrz, oprócz samego kontrolera i opcjonalnego docka, znajdują się także przewód USB-C, dokumentacja w woreczku oraz odbiornik 2.4G.
Specyfikacja
- Layout: Symetryczny
- Łączność: Wired, 2.4G, BT, NFC (Amiibo w Switch mode)
- Złącza: USB-C, stacji dokującej
- Analogi: K-Silver x GameSir JS16
- Triggery: Hall effect z trigger lockiem
- Przełączniki główne: Membranowe pod ABXY i mechaniczne D-Padem
- Przełączniki dodatkowe: 9 remapowalnych, 2 z tyłu + 2 dodatkowe bumpery + 5 na froncie
- Żyroskop: Obecny
- Silniki wibracyjne: dwa HD rumble
- Bateria: 1200mAh
- Polling rate: 1000Hz (Wired, 2.4G)
- Dostępne wersje kolorystyczne: Czarna
- Stacja dokująca: w zestawie (można zakupić bez)
- Cena (z dockiem): +-300zł (Aliexpress)
Specyfikacja pochodzi ze strony producenta i własnych obserwacji
Wstępne odczucia i obserwacje
Dołączony przewód USB-C jest standardowy – ogumowany, miękki, choć trudny do rozprostowania. Niestety, port w kontrolerze jest osadzony głęboko, więc inne kable mogą nie pasować. Odbiornik ma podobne wymiary jak ten z Cyclone 2, ale nie jest transparentny. Mimo to działa bez zarzutu. Stacja dokująca, kluczowy element Tarantuli Pro, ma futurystyczny design. Większość konstrukcji jest transparentna, a czarna podstawa sprawia, że kontroler przy odpowiednim oświetleniu wygląda jakby lewitował.





Nie jestem fanem tego rozwiązania – podstawa docka jest cienka, podatna na wyginanie i przyciąga odciski palców, rysy oraz zabrudzenia. Jednak przy ostrożnym użytkowaniu, bez rzucania pada na stację (co i tak nie jest wskazane, bo trudniej go wtedy dobrze ułożyć), nie sprawia większych problemów. Dodatkowym atutem jest efekt świetlny sygnalizujący ładowanie, który wygląda naprawdę efektownie. Z tyłu bazy znajdziemy port USB-C do podłączenia przewodu oraz USB-A na odbiornik.


Przechodząc do najważniejszego – samej Tarantuli Pro. Kontroler nie jest największy, choć do rozmiarów 8BitDo Ultimate 2C jeszcze mu daleko. Grip bardziej przypomina klasyczny chwyt niż preferowany przez fanów symetrycznych padów Claw Grip. Wysokość między dolnym punktem gripów a topem przełączników jest dość spora, co może powodować lekki dyskomfort, choć da się przyzwyczaić. Pod względem jakości wykonania jest naprawdę dobrze – plastik jest przyjemny w dotyku, a spasowanie solidne (choć może to nie być idealnie widoczne na zdjęciach).
Analogi to te same K-Silvery JS16, zmodyfikowane przez GameSir, co w modelu Cyclone 2. Podobnie jak tam, oferują przyjemny luz w centrum i płynną pracę. Jak na kontroler premium przystało, znajdziemy tu Anti-friction ringi oraz POM-ringi. Krótko mówiąc – do działania analogów nie mam żadnych zastrzeżeń.
Przełączniki w Tarantuli Pro to ciekawy temat. Pod przyciskami ABXY znajdziemy membrany – co może rozczarować fanów mechanicznych switchy. Jednak spokojnie, bo te zastosowane tutaj są naprawdę przyjemne. Mają wyjątkowo niski skok jak na membrany i miękką, ale responsywną pracę. Ciekawą funkcją jest zmienny layout. W prawym dolnym rogu sekcji przycisków można zauważyć małą zębatkę – nie jest to tylko element estetyczny. Po użyciu odpowiednich skrótów kontroler przełącza się w tryb Switch, automatycznie dostosowując układ przycisków. To świetna opcja. Dodatkowo, z poziomu aplikacji można zmieniać kolory podświetlenia przełączników.
D-Pad w Tarantuli Pro jest dobry – klasyczny cross style, na którym łatwo wykonać wszelkie inputy. Tuning pre-travelu jest wręcz wzorowy, choć sama praca jest nieco gumowata, moim zdaniem. To może wywołać kontrowersje, ponieważ początkowo Tarantula Pro była znana z problematycznego D-Pada, na którym inputy kątowe były trudne do wykonania. Jednak po konsultacjach dowiedziałem się, że wypuszczono rewizję, w której ten problem został rozwiązany.
Kolejnym aspektem frontu Tarantuli Pro są dodatkowe przełączniki. Jest ich pięć – cztery znajdują się blisko sekcji głównych przycisków, a piąty jest umieszczony pod panelem oddzielonym paskiem RGB. Po co to komu? Szczerze mówiąc, nie wiem, ale jest. Używanie tych przełączników nie należy do najprzyjemniejszych, choć trzeba przyznać, że da się z tego korzystać.

Przechodzimy do topu Tarantuli Pro. Została wyposażona w bardzo przyjemne triggery – Hall Effect z klikającym trigger lockiem. Kąty natarcia, skok i twardość sprężyny są naprawdę świetne, bez żadnych zastrzeżeń. Trigger lock działa perfekcyjnie, oferując niski skok i satysfakcjonujący klik. Bumpery są solidne, mają niski skok i przyjemny tactile feedback. Na górze znajdziemy też dwa dodatkowe przełączniki, umieszczone obok środkowego przełącznika. Nie są szczególnie wyjątkowe, ale działają poprawnie i da się ich używać.

Z tyłu, poza przełącznikami od trigger locka, znajdują się dwie łopatki z blokadami oraz przycisk do mapowania. Obie łopatki mają przyjemny skok i są łatwe do naciśnięcia. Blokada jest inna niż w przypadku, na przykład, Nyxi Master P1 – po jej aktywacji łopatki chowają się minimalnie w obudowie, przez co nie wchodzą tak mocno pod palce.

Na dole jedyną ciekawą rzeczą jest przycisk parowania, który działa.
Jak tam wnętrze?
Nie będę się rozwodził nad procesem rozkładania Tarantuli Pro. Powiem tylko, że jest to trudne, co można porównać do stwierdzenia, że drogi w Łodzi są równe (przepraszam wszystkich łodzian). Licząc czas i nerwy, które poświęciłem na rozłożenie i ponowne złożenie kontrolera, spokojnie minęły dwie godziny. Jeśli chodzi o jakość wykonania płytki, jest całkiem przyjemna, ale zdjęcia niestety nie mam – zapomniałem je zrobić, a nie mam ochoty rozkładać kontrolera ponownie.
Testy syntetyczne
Patrząc na input latency przełączników Tarantuli Pro, mamy lekkie rozczarowanie. Przewodowo wynosi ono przyzwoite 7 ms, ale po 2.4G już spada do 25 ms, a po BT w DS4 mode jest podobnie. Pomijam inne drivery, bo tam to już prawdziwa katastrofa. Latency analogów również nie zachwyca – po kablu to 22 ms w Xinput, a po 2.4G nawet 35 ms. To po prostu słabe wyniki, ale da się z tego korzystać.

Kalibracja analogów wypada całkiem dobrze. Zewnętrzna martwa strefa ma odpowiednią wielkość, bez problemu z asymetrią. Wewnętrzną martwą strefę można również usunąć. Brak osiowych martwych stref to duży plus. Recentering wypada dobrze, a rozdzielczość w Xinput to przyjemne 2000 pozycji. Dodatkowo, tryb RAW eliminuje tzw. input scaling i nie wprowadza nadmiernie dużej zewnętrznej martwej strefy.


Czas pracy na baterii Tarantuli Pro to około 14 godzin, a czas ładowania wynosi około 2 godziny. Jeśli przyzwyczaimy się do odkładania kontrolera na docka, praktycznie nigdy nie będziemy mieli problemu z działaniem bezprzewodowym.
Software
Za zarządzanie Tarantulą Pro odpowiada aplikacja GameSir Connect, która jest dość przyjemna w użytkowaniu. Wizualnie nie różni się zbytnio od wersji dla Cyclone 2, więc nie ma co się rozpisywać – jedynie pojawiły się opcje dedykowane Tarantuli. Dodatkowo, mamy aplikację mobilną, która pozwala na dokonywanie zmian w ustawieniach kontrolera.

Podsumowanie kontrolera GameSir Tarantula Pro
Jestem trochę w kropce. Tarantula Pro to symetryk, z którym naprawdę się polubiłem, a jedyną większą wadą, jaką zauważyłem, jest przeciętne input latency. To dość spory problem, ale szczerze mówiąc, jeśli ktoś szuka kontrolera z symetrycznym layoutem, który nie będzie używany do gier kompetetywnych, to mogę go polecić. Jeśli jednak ktoś planuje grać w takie gry, lepiej skupić się na propozycjach od Sony. Mimo to, kontroler oferuje świetne przełączniki, doskonałe analogi i sporo opcji personalizacji. Podsumowując, Tarantula Pro to nie kontroler pierwszego wyboru, ale zdecydowanie warto go rozważyć, zwłaszcza że producent zapowiedział próby wprowadzenia poprawek.

Recenzja jest możliwa dzięki firmie GameSir
Test i recenzja TP-Link RE235BE – Największy skok w historii repeaterów? Prawie
MCHOSE K7 Ultra – test i recenzja – chiński czołg do zadań specjalnych?