Logitech G Pro X Superlight 2

Test i recenzja Logitech G Pro X Superlight 2 – czyli matowe źródło szczęścia!

Bartosz Malesiński
4.4
Ocena końcowa

W tym roku Mikołaj z Logitecha odwiedził mnie wcześniej, zostawiając najnowszy i najbardziej wypasiony model myszki, jaki u nich znajdziemy – Logitech G Pro X Superlight 2. Czy będzie to godny następca pierwowzoru? Czy podobnie jak jego starszy brat, wręcz skazany jest na sukces? A może jednak rynek zmienił się zbyt mocno i nie będzie już miejsca dla „superlekkiego”?
Zapraszam do recenzji!

Specyfikacja

  • Typ produktu: mysz dla graczy
  • Łączność: 2,4 GHz
  • Sensor: Hero 2
  • Przełączniki główne: hybrydowe switche optyczne LIGHTFORCE
  • Waga: ok. 60 gramów
  • Gwarancja: 2 lata
  • Cena: ok. 600 złotych
  • Specyfikacja pochodzi ze strony producenta.

Opakowanie i jego zawartość

Z zewnątrz opakowanie wykonane zostało z bardzo twardego i grubego kartonu. Na czele zobaczymy wygląd naszej myszki i jej dokładną nazwę wraz z logo producenta. Jeden z boków natomiast przyozdabia informacja o drużynach e-sportowych, które wybrały właśnie ten model (m.in. G2, TSM, NaVi). Drugi bok opatrzony jest dokładną specyfikacją, wszelkimi certyfikatami oraz właściwie resztą, stricte – „technicznych”, aspektów.

Na spodzie kartonu możemy odnaleźć znane hasło, którego używa Logitech – „KEEP PLAYING” oraz kilka najważniejszych danych (np. sensor, waga itp.) sprytnie ukrytych na czarnym tle. Całość sprawia, że od razu wiemy z czym mamy do czynienia – w tym przypadku z produktem ze zdecydowanie wyższej półki cenowej. Matowy box wraz z błyszczącym wykończeniem sprawia zdecydowanie pozytywne wrażenie.

Po otwarciu, a właściwie zdjęciu wierzchniej części, zobaczymy bohatera – Logitech G Pro X Superlight 2 spoczywającego w specjalnie dopasowanej wytłoczce. Idąc w głąb spotkamy adapter (wraz z eleganckim kartonikiem), wewnątrz którego czekać na nas będzie kabel (USB C). Dodatkowo umieszczony tam został „kapsel” zasłaniający miejsce na odbiornik 2,4 GHz znajdujący się na spodzie gryzonia i zestaw gripów (ich jakość również nie należy do najlepszych, ale mimo wszystko zrobiły dobre wrażenie), a także klasyczną papierologię. Niestety, tym razem również producent nie pokusił się o dodanie zestawu ślizgaczy. Biorąc pod uwagę naprawdę wysoką cenę, takowy zestaw powinien się tu znaleźć.

Właściwie brak zapasowych ślizgaczy to jedyny mój zarzut w tej części recenzji, a całość wypada co najmniej dobrze.

Logitech G Pro X Superlight 2

Jakość wykonania i wygląd

Już praktycznie na samym początku Logitech wypadł na tyle świetnie, że należy o tym wspomnieć.

Logitech G Pro X Superlight 2 wykonany jest wręcz idealnie, nie zauważam w nim żadnych skaz. Mimo dosyć niskiej wagi (o której nieco później) czujemy, trzymając ją w dłoni, jak solidnie jest wykonany. Gdy zechcemy go ścisnąć, zupełnie nie poczujemy żadnych zgięć i trzasków. Dzieje się tak na całej długości i szerokości myszki.

Producent postarał się również ze spasowaniem. Żaden element nie budzi tutaj niepokoju – a do tych, które nie są widoczne gołym okiem, także nie ma się do czego przyczepić. Po dłuższym używaniu nic w niej „nie lata”, jak również nie zapowiada się aby zaczęło. Przyciski typu shell, jak i nawet charakterystyczna „zatyczka” na dole – wszystko jest na swoim miejscu.

Całość sprawowała się w moim przypadku znacznie lepiej niż „poprzedni” Superlight. Tam od początku doskwierały mi problemy z trzeszczeniem.

Przechodząc do tematu wyglądu – myszka przeze mnie testowana jest do granic możliwości minimalistyczna. Począwszy od kształtu, który nie przyciąga spojrzeń tłumów, idąc dalej przez kolorystykę utrzymująca się po całości w lekko zmatowiałych czarnych barwach. Zakończyć można na wykończeniu w postaci białych elementów przy scrollu i srebrnego znaku „G” na grzbiecie.

Nie znajdziemy tu również RGB. Jedynym światełkiem jest dioda sygnalizująca poziom naładowania. Nic innego tutaj nie zwraca na siebie uwagi. Czy to dobrze? Osobiście uważam, że tak. Nie przepadam za myszkami tak przesadnie napakowanymi wszelkimi drobiazgami, takimi jak np. podświetlenie wręcz wylewające się zewsząd. Oczywiście równie dobrze komuś może nie podobać się tak stonowany wygląd Logitecha – co w pełni rozumiem. Ja jednak w takowym designie upatrzyłem sobie coś nadzwyczajnie ładnego, głównie przez swoją elegancję i wygląd daleki od bożonarodzeniowej choinki.

Logitech G Pro X Superlight 2

Powierzchnia

Matowa wzdłuż i wszerz. Logitech G Pro X Superlight jest bardzo przyjemny w dotyku oraz nie powoduje nadmiernej potliwości dłoni. Nie będę ściemniał – spodziewałem się czegoś gorszego i jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Sama powierzchnia jest „kredowa”, a właściwie jej jedyny minus to podatność na palcowanie się i zbieranie „tłustych” śladów. Jeżeli z biegiem czasu coating będzie lekko bardziej odporniejszy niż w pierwowzorze, to nie mam do czego się przyczepić.

Przyciski główne, boczne i scroll

Za klikanie przycisków głównych odpowiadają hybrydowe switche optyczne o nazwie LIGHTFORCE. Mimo mojego niekrytego umiłowania do lekkich przełączników, bardzo przyjemnie korzystało mi się z tych zawartych w Logitech G Pro X Superlight 2. Są one twarde, ale klik niezmiernie satysfakcjonujący. Największym ich plusem jest jednak technologia – optyczne. A oznacza to… brak dwukliku!

Przyciski opiewające boczek naszego gryzonia położone są w odpowiednim miejscu. Nie mają problemu z post travelem i pre travelem. Klikają równo, bez żadnego problemu. Potrzebują znacznej siły do aktywacji, co uważam za plus mówiąc tutaj o przyciskach bocznych. W skrócie – wszystko na plus.

Jednakże, osobiście za najsłabsze ogniwo uważam scroll. Pokryty jest sympatyczną w dotyku gumą, która solidnie trzyma nasz palec. Sam przeskok odczuwalny przy „kręceniu” mógłby być większy. Oczywiście są to moje preferencje i nie każdy musi się z nimi zgadzać. Plusem natomiast okazuje się być klik jaki scroll oferuje, bardzo miękki, lecz nie za lekki.

Łączność, bateria i ślizgacze

W zestawie z myszką dostajemy wszystko to, czego dusza zapragnie, a nawet co będzie nam potrzebne w kwestii łączności z komputerem. Kabel (w końcu USB C – pleciony), który nie stawia ogromnego oporu, a jak na kabel „do ładowania” sprawdza się bardzo dobrze. Otrzymujemy klasycznie również adapter do podłączenia ze wspomnianym wcześniej przewodem i adapterem (oczywiście również w zestawie). Bateria jest po prostu wyśmienita.

Nie miałem nigdy w rękach myszki bezprzewodej z tak wytrzymałą baterią. Co więcej – Logitech G Pro X Superlight 2 mocno pokonuje Superlighta pierwszej generacji, który już na tę chwilę ma wciąż świetne ogniwo. Producent deklaruje 95h czasu pracy. Po moim korzystaniu, uważam, że jest to wynik jak najbardziej realny. Gdy nastanie jednak potrzeba, ładowanie nie zajmie nam więcej niż kilkanaście minut. W perspektywie możliwości korzystania przez kolejny prawie miesiąc (mowa o korzystaniu po około 4 godzin dziennie, na odświeżaniu 2000 Hz) jest to świetny wynik. Znowu!

Miałem nadzieję, że ślizgacze w Logitech G Pro X Superlight 2 ulegną znaczącej zmianie względem pierwowzoru. Niestety, tutaj się zawiodłem. Są one bardzo cienkie, średnio płynne oraz dosyć wolne. Jedyny ich plus to wykonanie z czystego PTFE. W myszce za tyle pieniędzy nie powinno to tak wyglądać.

Sensor

Hero 2 to czołowy i flagowy sensor od Logitecha, który nie ma się czego powstydzić na tle konkurencji. Jego DPI sięga zawrotnych 32 tysięcy, co jest wartością nie do wykorzystania przez statystycznego obywatela (przez nie statystycznego w 99% również też).

Nie ma on problemów z dewiacją, jitteringiem ani żadnymi opóźnieniami. Samo korzystanie jest bardzo przyjemne. Hero 2 użyty w Logitech G Pro X Superlight 2 ma częstotliwość wynoszącą maksymalnie 2000 Hz. Z jednej strony, jest to wciąż bardzo dobra funkcja, ale z drugiej na rynku 4 kHz powoli przechodzi do normalności. Patrząc na niedawną premierę i wysoką cenę – producent mógł się pokusić o dodanie takiego szczegółu, a z pewnością byłoby to bardzo dużym plusem, który mocno wpłynąłby na ocenę.

Kształt i waga

Kształt – jest dla mnie najważniejszym aspektem w myszce. To on definiuje przyjemność płynącą z szurania nią po biurku.

Możemy otrzymać topowe parametry jak sensor, switche i wiele innych, lecz gdy nie podpasuje nam kształt, nici z zabawy. W Logitech G Pro X Superlight 2 wnętrze jest na najwyższym poziomie. Jak natomiast wypada kształt? W skrócie – to zależy od osoby. Ciut rozwijając, znajdzie on swoich fanów, jak i przeciwników. Opisać go możemy jako bardzo „neutralny”.

Myszka jest symetryczna, mająca jednakowe wgłębienia na palce z obu stron. Jej garb (czyli tak zwany „hump”) jest centralnie osadzony oraz stosunkowo duży. Świetnie sprawdzi się do claw gripa i każdej jego odmiany, pod warunkiem, że nie mamy bardzo małych dłoni. Pamiętajmy, że za sprawą sporej długości – 125 mm, posiadacze mniejszych dłoni mogą mieć problem z odnalezieniem wygodnego chwytu. Palm grip też nie będzie sprawiał problemów. W przypadku fingertipa sprawa jest odwrotna do clawa. Odpowiednia będzie, gdy nasza dłoń należy do „tych dużych”. Niestety, sam nie jestem wielkim fanem tego kształtu, ale znam bardzo dużo ludzi, dla których jest to złoty środek.

Wnioskując po nazwie Superlight oczekujemy wagi super niskiej. Czy 60 gramów zalicza się do tej leciutkiej rodzinki? Tak, lecz nie obędzie się bez jednego „ale”. Obecnie nie jest to waga powodująca tak duży szok i uznanie, jakie powodowała przy premierze pierwszego „superlekkiego”. Nie nazwałbym tego jednak wadą samą w sobie. Wielokrotnie mówiłem, iż waga oscylująca w okolicach 60 gram jest dla mnie idealna. Moje zdanie w dalszym ciągu pozostaje bez zmian, ale o bardzo szybkim zróżnicowanych standardów na rynku trzeba również wspomnieć.

Logitech G Pro X Superlight 2

Oprogramowanie

Niestety, oprogramowanie G Hub to dla mnie jedno z największych minusów, jakie zobaczy użytkownik Logitech G Pro X Superlight 2. Nie zrozumcie mnie źle, to wciąż nie oznacza, że realnie jest złe. W moim przypadku było to naprawdę dosyć mocno zasobożerne i nie tak samo intuicyjne, jak wiele innych od konkurencji. Z jednej strony widać, że Logitech postarał się wydać dopracowane oprogramowanie, które będzie łączyło wszystko to, co od nich wychodzi i jest to niezaprzeczalnie bardzo dużym plusem. Niestety jak mówiłem, mocna zasobożerność oraz średnia intuicyjność nie przypadła mi do gustu.

Logitech G Pro X Superlight 2 oprogramowanie

Logitech G Pro X Superlight 2 – podsumowanie

Chwalę tylko i chwalę. Lecz czy polecam? Tak, aczkolwiek zależy dla kogo.

Nie da się ukryć, że Logitech G Pro X Superlight 2 jest to myszka po prostu bardzo dobra, solidna praktycznie w każdym aspekcie. Fenomenalna bateria, bardzo dobre przełączniki, przyjemne wykonanie. Patrząc jednak na to, że jest to rewizja, zmiany względem pierwszego modelu są… właściwie małe. Zgadza się, wszystko jest tu poprawione, lecz nie będzie to rewolucja i to mnie bardzo zawiodło.

Patrząc na cenę na stronie producenta wynoszącą około 750 złotych, nie jest tego warta. Gdy natomiast mowa o elektromarketach i cenie w wysokości 600 złotych – mogę polecić dla zdecydowanej większości. Nie jest to najbardziej wypasiona ani opłacalna myszka, a w kilku aspektach względem konkurencji (nawet tej tańszej np. Lamzu Atlantis) kuleje (brak 4kHz, słabe ślizgacze, waga niska, lecz nie najniższa). Jeżeli lubisz ten kształt – śmiało. Ja myszkę, jaką jest Logitech G Pro X Superlight 2 mogę polecić, ale mimo wszystko boli mnie fakt niewykorzystanego potencjału na zrobienie faktycznie „świeżej” rewizji.

Rekomendacja EnvyTech

Dziękuję serdecznie firmie Logitech, bez której ta recenzja by się nie odbyła.

Ocena końcowa
4.4
Zawartość 4.2 na 5
Jakość wykonania 5 na 5
Przyciski główne 4.7 na 5
Przyciski boczne 4.6 na 5
Ślizgacze 3 na 5
Sensor 5 na 5
Oprogramowanie 4 na 5
Udostępnij ten artykuł
Cześć! Jestem Bartek, znany również jako Archon. Moim hobby są peryferia komputerowe, a w szczególności myszki i podkładki.
Napisz komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *